Karolina Nowalska

adwokat

Specjalizuję się w sprawach z zakresu prawa autorskiego, ze szczególnym uwzględnieniem prawa fotografii oraz muzyki. Na co dzień prowadzę kancelarię adwokacką na olsztyńskiej Starówce.
[Więcej >>>]

Sklep z umowami

Inspiracja czy opracowanie?

Karolina Nowalska11 września 2018Komentarze (1)

Od kilku dni wieczorami sprzątam najbardziej przepastny folder na laptopie (co jest, że kobieta ma porządek w domu, ale na pulpicie i w pamięci komputera jest taki sajgon, ktoś wie?) i wśród całej masy faktur i orzeczeń odnalazłam wyrok, o którym miałam napisać, ale mi to umknęło. Sprawa dotyczy wykorzystania fotografii Czesława Miłosza autorstwa Judyty Papp i tym razem nie sposób zgodzić się z wyrokiem. 

Pewne stowarzyszenie organizowało festiwal poświęcony twórczości Czesława Miłosza i w tym celu zleciło stworzenie plakatu promującego wydarzenie. Jak dowiadujemy się z uzasadnienia orzeczenia (link jak zawsze na końcu wpisu):

„Festiwal ten był w założeniu imprezą niekomercyjną, a w celu jego promocji jeden z członków Stowarzyszenia, M.K., który zamieszkiwał w Wielkiej Brytanii i profesjonalnie zajmował się fotografią wnętrz oraz grafiką, wyraził zgodę na nieodpłatne wykonanie odpowiedniego plakatu. Po rozmowach z członkami Stowarzyszenia i ustaleniu przyświecających im celów organizowanego festiwalu wpadł na pomysł zbudowania formy graficznej wizerunku Czesława Miłosza z liter składanych w słowa, co nawiązywałoby do twórczości Czesława Miłosza uznawanego za mistrza słowa.

fot. Judyta Papp

Patrząc na znalezione w Internecie zdjęcie Czesława Miłosza na monitorze stworzył na papierze milimetrowym zarys postaci i zamalował czarnym flamastrem, następnie zrobił kserokopię oraz skan swojego rysunku i zaczął obrabiać plakat w programach I. i P. (…) – budował cienie i fonty, nakładał typografie, chciał wydobyć głębię, wykorzystując technikę grafiki wektorowej. Czynności tych dokonywał bez udziału fotografii, dlatego stworzona grafika nie pokrywa się ze zdjęciem i nie stanowi jego odwzorowania.”

O różnicy pomiędzy dziełem inspirowanym a opracowaniem pisałam już o tutaj. Autorka fotografii twierdziła, że plakat jest opracowaniem jej zdjęcia, wobec czego wymagana była do tego jej zgoda, a ten brak skutkuje naruszeniem praw autorskich. Stowarzyszenie natomiast stało na stanowisku, że twórca plakatu jedynie fotografią inspirował się w myśl art. 2 ust. 4 ustawy o Pr. Aut. i nie może być mowy o ingerencji w prawa autorskie powódki.

Sąd uznał, że do roztrzygnięcia tego sporu potrzebne są wiadomości specjalne, czyli pojawił się w sprawie biegły. Trochę dziwi, dlaczego dopiero w II instancji, ale ok.

W każdym razie biegły sądowy w osobie doktora habilitowanego stwierdził, że:

  1. sposób powstania plakatu jest typowy dla tworzenia portretów typograficznych,
  2. forma plakatu jest znana i popularna w projektowaniu graficznym,
  3. portrety znanych osób często są wykonywane tą metodą, bowiem tak powstałe dzieło komunikuje przede wszystkim połączenie słowa i obrazu,
  4. jedynym elementem zaczerpniętym z pracy powódki jest kompozycja portretu, co stanowi zaczerpnięcie wątku stanowiącym o inspiracji innym dziełem,
  5. wizerunek poety jest na tyle mocno przetworzony graficznie, że stanowi zupełnie inne dzieło posiadające własny walor artystyczny.

Opinia była przez powódkę kwestionowana, jednak niestety nieskutecznie. Sąd apelacyjny w całości przychylił się do stanowiska biegłego i oddalił jej żądanie.

Należałoby stwierdzić jednak, że biegły zbłądził. Ze zdjęcia powódki nie została zaczerpnięta TYLKO kompozycja portretu, ale również charakterystyczne oświetlenie i cienie na twarzy poety oraz jej wyraz. Także oczywisty jest ten sam kąt ustawienia aparatu. W ogóle przecież wygląda to w ten sposób, że cała postać poety została wklejona, a następnie przetworzona graficznie. 

Z całością wyroku możesz zapoznać się o tutaj.

Polecam również komentarz prof. Ryszarda Markiewicza w jego najnowszej książce „Ilustrowane prawa autorskie” (s. 145).

Ze swojego skromnego, acz stale wzbogacającego się o nowe sprawy doświadczenia śmiem wysnuć wniosek, że powołanie biegłego, to nie tylko przedłużenie postępowania i wzrost jego kosztów, ale i komplikacja sprawy. Nawet jeśli biegły jest w błędzie, to polemika z taką opinią jest trudna, dlatego że sądy (nie wszystkie ale jednak większość) przyjmują opinie biegłych jako prawdę objawioną. Można wtedy próbować wykazać potrzebę powołania drugiego biegłego i czekać z nadzieją, że ten wyda opinię zgodną ze sztuką, w której jest powołany.

Tymczasem trzymajcie się! 🙂

foto: Paulina Pietraszkiewicz

Rozmawiam z Sarą i Piotrem, czyli niezwykłą parą filmowców znanych jako Lynx Creatives. Rozmawiamy o współpracy z fotografami, filmowaniu z drona i dlaczego mniej znaczy lepiej.

******

Zawsze interesuje mnie historia o tym, w jaki sposób i dlaczego ktoś zajął się tym co robi czyli w Waszym przypadku jest to tworzenie filmów. Jaka kryje się za tym historia?

Piotr: Prawdę powiedziawszy wszystko zaczęło się od podróży – oboje je uwielbiamy. Wspólnie kręciliśmy filmiki z naszych wypraw, najpierw zwykłą cyfrówką, potem GoPro i lustrzanką, a Sara później montowała z nich krótkie materiały na pamiątkę. Edycja takich klipów bardzo nam się spodobała i coraz więcej osób mówiło, że powinniśmy zająć się tym zawodowo. Długo przymykaliśmy oko na takie sugestie, ale z czasem pojawiła się myśl „czemu nie spróbować?”. Sara kończyła studia, które przestawały dawać jej satysfakcję i jednocześnie marzyła o wolnym zawodzie. Wówczas w ogóle nie myśleliśmy o branży ślubnej, bo jeżeli chodzi o film to kojarzyła nam się raczej z teledyskami ślubnymi, które nigdy do nas nie przemawiały. Pewnego dnia trafiliśmy jednak na amerykański film ślubny w stylu „cinematic” z kadrami na bardzo wysokim poziomie, niesamowitą ścieżką dźwiękową i przede wszystkim pięknie zbudowaną historią. Zgodnie stwierdziliśmy, że koniecznie musimy tego spróbować i przekonać ludzi, że film ze ślubu może mieć zupełnie inne oblicze.

Na swojej stronie napisaliście, że cenicie sobie jakość i indywidualny charakter każdego filmu, dlatego przyjmujecie ograniczoną ilość zleceń. Dlaczego postawiliście na takie rozwiązanie i czym kierujecie się przy wyborze pary, gdy zainteresowanie Waszymi filmami zbliża się do granicy między wysoką jakością a przeciętnością?

Sara: Od początku wiedzieliśmy, że chcemy tworzyć różnorodne filmy, tak jak różni są ludzie i ich historie. Dążymy do tego, żeby dobrze poznać pary, które pojawiają się na naszej drodze – ich osobowości, temperamenty, gusta. Chcemy przeżyć z nimi ten dzień i na bazie tego wszystkiego opracować pomysł, jak pokazać daną historię. To wymaga sporego zaangażowania i wiąże się z dużą ilością czasu, jaką poświęcamy każdemu zleceniu i spotkaniom, dlatego musimy ograniczyć ich ilość, aby nie popaść w schematy i nie zgubić wartości, które sobie założyliśmy. Jest to zawód kreatywny, więc łatwo się wypalić – nie chcemy żeby nas to spotkało, zatem staramy się pielęgnować naszą pasję. Wiąże się to oczywiście z wyższej od standardowej ceną, co już w pewien sposób ogranicza liczbę zainteresowanych par – nie chcielibyśmy, żeby wybór nas był podyktowany jedynie atrakcyjną ceną. Szukamy par, które w pełni czują nasze filmy i angażują się całym sercem w organizację swojego ślubu, tak jak my we własną pracę. Jeżeli czujemy, że do siebie nie pasujemy lub mamy zupełnie inne oczekiwania, mówimy o tym otwarcie.

W Waszej twórczości widoczna jest dbałość o szczegóły, mam na myśli muzykę oraz teksty. Kto z Was tym się zajmuje i dlatego zwracacie na to tak szczególną uwagę?

Piotr: Za montaż i całą postprodukcję odpowiedzialna jest Sara. Wspólnie filmujemy w dniu ślubu i podczas plenerów, jednak opracowanie wizji filmu, zbudowanie ścieżki dźwiękowej i edycja jest po jej stronie.

Sara: Te dwa elementy, który wymieniłaś czyli muzyka i teksty składają się na coś, co uważamy za jeden z najważniejszych czynników stanowiących o tym czy film jest dobry czy nie. Chodzi o dźwięk, który stanowi główną przewagę filmu nad fotografiami. To za jego pomocą wywołujemy w odbiorcach konkretne emocje. My decydujemy o użytym podkładzie muzycznym i jest to dla nas bardzo ważne, żeby pasował idealnie do konkretnego ślubu, osobowości i przeżyć wylewających się z ekranu. Równie istotny jest dla nas dźwięk oryginalny, dlatego wszystkie nasze pary zachęcamy do podzielenia się swoimi uczuciami, czy to w formie wypowiedzi, listów lub własnych przysiąg, dzięki czemu ludzie często mówią, że nasze prace ogląda się jak prawdziwe filmy. Kosztuje nas to sporo wysiłku, bo Polacy nie należą do najbardziej wylewnych i otwartych ludzi na świecie, jednak nie poddajemy się, bo wiemy, że efekty są tego warte, a każda para, która się na to zdecydowała potwierdza, że dzięki temu film przeżywa się mocniej.

Piotr, filmujesz za pomocą drona. W filmach z podróży takie ujęcia robią niesamowite wrażenie, ale czy jest zapotrzebowanie na tego typu ujęcia również podczas ślubów?

Piotr: Nadal jest duże zainteresowanie par możliwością wykonania ujęć z drona. My traktujemy to jako dodatkowe narzędzie, które może pomóc opowiedzieć historię nie jako atrakcję samą w sobie. Zastrzegamy zatem, że jeżeli będziemy widzieć, że wykonanie ujęć z powietrza wniesie coś wartościowego do filmu i będą spełnione odpowiednie warunki krajobrazowe, pogodowe czy czasowe to jak najbardziej się tego podejmujemy.

Sara: W naszym odczuciu ujęcia „z góry” już przestały robić na ludziach większe wrażenie, co jednak nie zmienia faktu, że sporo par o to pyta, a gdy Piotrek lata dronem to zawsze znajdą się widzowie 🙂

Filmowcy rzadziej są widziani na ślubach niż fotografowie. Z czego to wynika?

Sara: Wydaje nam się, że wynika to w dużej mierze z ograniczeń budżetowych i mimo wszystko nadal słabej opinii na temat filmów z wesela. Fotografia rozwijała się przez wiele lat i osiągnęła w Polsce naprawdę wysoki poziom. Ludzie nauczyli się, że warto inwestować w dobre zdjęcia. Na film przyszedł czas zdecydowanie później i nadal wiele osób kojarzy go z dużą kamerą i krępującymi ujęciami. Nam często zdarza się, że goście są w szoku, że na ślubie były osoby filmujące, bo za sprawą minimalistycznego sprzętu mylą nas z fotografami.

Piotr: Obecnie jest już naprawdę sporo firm, które tworzą młodzi ludzie ze świeżym spojrzeniem, zapewniając usługi na najwyższym poziomie. Dobry film to jednak masa pracy i zaangażowania, często dwóch osób, więc kosztuje. Przyszłe młode pary coraz częściej cenią sobie jakość i wolą zrezygnować z filmu w ogóle, niż decydować się na coś nudnego lub kiczowatego w niskiej cenie.

Fotograf, filmowiec, pewnie kilka wujków z telefonami i robi się spory tłum chętnych do dokumentowania uroczystości, z czego co najmniej dwie osoby to profesjonaliści odpowiadający za swoją pracę przed parą młodą. Jakie macie doświadczenia w kwestii współpracy z fotografami podczas ślubów? 

Piotr: Na całe szczęście nasze doświadczenia z profesjonalnymi fotografami były w większości przypadków pozytywne, chociaż zdarza nam się trafiać na ludzi, którzy tworzą zupełnie co innego niż my, co utrudnia pracę. Najlepiej współpracuje się nam z osobami, które fotografują w stylu „naturalnym” – nie ustawiają sztucznie par, unikają lampy błyskowej za dnia, są obserwatorami, szukają dobrego światła. Niestety wśród tej grupy, często doświadczonej, pojawiają się osoby, które są przyzwyczajone do tego, że na większości ślubów grają pierwsze skrzypce i czujemy, że chcą nas zepchnąć na drugi plan. My wychodzimy z założenia, że w tym dniu tworzymy zespół, który ma dostarczyć parze najpiękniejszą pamiątkę i zapewnić niezapomniane doświadczenie, dlatego tak ważna jest dla nas komunikacja. Staramy się skontaktować przed każdym zleceniem z fotografem, aby po prostu się przywitać i przełamać pierwsze lody. Zazwyczaj tak niewielki krok już otwiera drogę do udanej współpracy.

Sara: Trochę nam przykro, że fotografowie często starają się zniechęcić młode pary do filmu, bo mamy poczucie, że my jesteśmy od nich zdecydowanie uważniejsi, chociażby ze względu na fakt, że zawsze współpracuje z nami ktoś od zdjęć (według naszej wiedzy fotograf pracuje na 30-50% ślubów w pojedynkę). Zdajemy sobie jednak sprawę z tego, że niełatwo obalić pewne stereotypy. Na pewno bardziej problematyczna jest kwestia gości robiących zdjęcia, ale o tym można książkę napisać 🙂

Jeden z najpiękniejszych Waszych filmów, który przyprawia mnie o gęsią skórkę jest film z Madery. Powiedzcie coś więcej o tej wyprawie i okolicznościach tworzenia tego materiału. 

Sara: Madera to piękne miejsce, a my mamy słabość do natury, majestatycznych widoków i subtropikalnego klimatu. Wybraliśmy się na nią na przełomie września i października. Zachwyciła nas jej różnorodność i nieprzewidywalność – pogoda potrafi różnić się diametralnie w zależności od miejsca na wyspie. Północ jest zdecydowanie bardziej dramatyczna i pochmurna od południa, ale przez to również bardziej tropikalna. Nie ma tam wielkich miejscowości, kilometrowych plaż czy turystycznego gwaru. My czuliśmy się tam idealnie, bo to miejsce stworzone do wędrówek i podziwiania natury, a co za tym idzie również do tworzenia pięknych kadrów. Nasze ulubione momenty wiążą się ze złapaniem grupy surferów, którzy szaleli jednego dnia na sporych falach i ze spontanicznym wypadem na wschód słońca na najwyższy punkt wyspy. Był to w zasadzie jeden z naszych pierwszych filmów, więc powracamy do niego z wielkim sentymentem i nie możemy się doczekać kolejnej okazji do stworzenia materiału z podróży!

Jakie macie podejście do bezprawnego wykorzystywania filmów, zdjęć, tekstów? Prawnik, pismo i sąd czy odpuszczacie sprawę? 

Piotr: Naszym zdaniem to zależy od skali i szkodliwości takiego czynu. Nie mieliśmy jeszcze do czynienia z takim problemem, ale jesteśmy osobami, które wolą najpierw pokojowo się dogadać. Uważamy, że nie zawsze osoba, która dopuściła się czegoś bezprawnego zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji. Dosyć często zdarza się, że fotograf wykonuje na przykład zdjęcia bukietu panny młodej, które później wysyła te fotografie florystce, a ta używa je w swoich materiałach reklamowych lub w Internecie. Niekoniecznie musi mieć złe zamiary, może zwyczajnie nie pomyśleć, że to nie w porządku, tym bardziej kiedy jest starszej daty. W takim przypadku wiadomość z uwagą lub prośbą dopisania autora wydaje się wystarczająca. Inaczej przedstawia się sprawa, w której ktoś przypisuje sobie autorstwo dzieła i jeszcze na tym zarabia.

A teraz pytanie trochę osobiste, ale dzieli nas 500 km więc nie szturchniecie mnie pod stołem 🙂 W życiu prywatnym jesteście parą. To przeszkadza czy pomaga w tworzeniu filmów?

Sara: Praca z partnerem jest dosyć popularnym rozwiązaniem w tej branży, nie tylko w Polsce ale i na całym świecie. Ma swoje plusy i minusy, ale jeśli nauczy się odpowiedniej komunikacji i zadba o balans między życiem prywatnym a zawodowym (co nie jest łatwe!) to jest zdecydowanie więcej pozytywów niż negatywów. Fajnie kiedy można się razem spełniać – wspólne osiągnięcia i satysfakcja na pewno zbliżają.

Piotr: Znamy też dobrze swoje reakcje oraz mocne i słabe strony, więc wiemy jak zachowamy się w różnych sytuacjach, kto lepiej spełni się w danym zadaniu. Cały czas pracujemy nad doborem słów, kiedy chcemy wyrazić swoje opinie na temat naszych wzajemnych pomysłów lub efektów pracy i nad tym aby organizować dni, podczas których nie dyskutujemy o filmach czy firmie, tylko spędzamy czas z najbliższymi.

Dziękuję za rozmowę. 

Lynx Creatives: nieszablonowi filmowcy nie tylko ślubni, podróżnicy, pasjonaci, wspaniali ludzie.

Sąd Apelacyjny w Katowicach utrzymał w mocy wyrok zasądzający na rzecz fotoreportera Gazety Wyborczej kwotę 5.000 zł tytułem zadośćuczynienia za niesłuszne zatrzymanie przez policję i nie można nie zgodzić się z tym rozstrzygnięciem. 

Grzegorz Celejewski miał robić zdjęcia z meczu, który rozegrał się między Ruchem Chorzów a GKS Tychy. Fotoreporter jednak nie został wpuszczony na stadion i trafił na komisariat. Ochroniarze zażądali od niego opróżnienia zawartości plecaka, w którym znajdował się drogi sprzęt fotograficzny i nie byłoby w tym nic takiego, gdyby ochroniarze nie zażądali aby ten sprzęt został wyłożony na chodnik, na co już fotoreporter nie wyraził zgody.

Po chwili przyjechali funkcjonariusze policji i fotoreporter w kajdankach został przewieziony na komisariat. Na drugi dzień odbyła się rozprawa sądowa – postawiono mu zarzut naruszenia przepisów ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych i domagano się 2 tys. zł grzywny oraz 2 lat zakazu uczestnictwa w imprezach masowych. Został on jednak uniewinniony.

Sąd, ze wszech miar słusznie wskazał, że „czynności takie jak przeglądanie zawartości bagaży powinny być wykonywane w sposób zapewniający poszanowanie godności ludzkiej oraz innych dóbr osobistych osoby, w stosunku do której zostały podjęte”.

To rozstrzygnięcie cieszy, co prawda nie funkcjonariuszy policji, ale mnie tak. Takie zapędy „kulsonów” należy studzić zimnym kubłem wody, który w tym przypadku przybrał postać prawomocnego wyroku sądu. Oby takich więcej. 

Jacek Siwko

Rozmawiam z Jackiem Siwko, jednym z najbardziej aktywnych i rozpoznawalnych w Internecie fotografów. Pytam o fotografię ślubną, sposób radzenia sobie z trudną parą młodą oraz dlaczego Jacek poprzez swoją działalność w sieci pomaga fotografom. Zapraszam do przeczytania rozmowy.

*****

Zacznijmy od podstaw: dlaczego fotografia?

Jest takie piękne zdjęcie w moim domowym archiwum. Lata 60-te. Podwórko zasypane śniegiem. Wokół wielkiego bałwana uwija się ferajna dzieciaków. Dwaj chłopcy siedzą na sankach a jeden gładysz stoi na samym czubku bałwana. Dwa metry nad ziemią. Ci dwaj z sanek to mój tata i jego brat. Niby prosta sytuacja, ale dla mnie to zdjęcie ważniejsze niż wszystkie ikony fotografii. Spodobało mi się, że można w tak prosty sposób łapać tak piękne sytuacje.

Zajmujesz się głównie fotografią ślubną. What’s your secret? Jak to robisz, że Twoje zdjęcia ujmują naturalnością?

Domyślam się, że pytasz o sesje. To dosyć proste. Każdy człowiek śmieje się ze swoich własnych żartów. Od kiedy to rozumiem wszystko się zmieniło. Pary koncentrują się na sobie, śmieją się ze swoich własnych historii… Podrzucam im tematy i oni sami tworzą tę naturalność.

Jakie według Ciebie cechy powinien posiadać fotograf ślubny?

Cierpliwość.

Czy miałeś kiedyś kryzysowy moment, w którym myślałeś, aby porzucić fotografię ślubną na rzecz innej? Co poradziłbyś fotografom, którzy stoją przed takim problemem?

Kilka razy. Bez tych momentów nie chciałabyś ze mną rozmawiać. Właśnie dzięki kryzysom rośnie każda firma. Z moją było podobnie. Jeśli ktoś ma w tej chwili podobne rozterki to może warto wrzucić na luz. Schować aparat w szufladzie i sprawdzić czy da się bez niego żyć. Jeśli nie, to trzeba walczyć. Trudno, w żadnym zawodzie nie będzie łatwo  więc w fotografii nie może być inaczej. Jednak kiedy przejdzie się pierwszy poważny kryzys to z każdym kolejnym jest się w stanie uporać. Jeśli nie robiłbym zdjęć ślubnych to pewnie zająłbym się innym biznesem, ale fotografem na pewno bym został. Bo to jest coś z czym już trudno się rozstać.

Jak radzić sobie z trudną parą młodą?

Nie ma trudnych klientów. Czasem tylko fotograf trafia na niewłaściwe osoby. To nie jest kwestia tego czy ktoś ma trudny charakter. Zwyczajnie, czasem ludzie do siebie nie pasują. Stąd pewnie biorą się historie o trudnych klientach. Żeby zrozumieć do jakich klientów chce się trafiać najlepiej wykonać proste ćwiczenie. Zastanowić się co łączy ludzi, z którymi najlepiej mi się współpracowało do tej pory. Potem publikować w sieci tylko takie materiały, które podobały się tym naszym ukochanym klientom. Oczywiście to tylko początek bo to jak trafiać do wymarzonych klientów wymaga dokładniejszego wytłumaczenia.

Jesteś fotografem ponadprzeciętnie istniejącym w sieci, skąd pomysł aby rozpocząć taką działalność? Dlaczego chcesz pomagać fotografom?

To jest najtrudniejsze pytanie ze wszystkich. Uważam, że w polskim internecie było bardzo mało materiałów, z których mogli korzystać fotografowie ślubni i rodzinni. Nie każdy może sobie pozwolić na inwestycję w warsztaty. Podcast miał być takim pomostem, po którym można było przejść od pasji do poważnego myślenia o zarabianiu na fotografii. Wiedziałem, że prędzej czy później fotograf, który zyskał słuchając podcastu zainwestuje w szkolenia. To czy przyjdzie do mnie czy do innego fotografa, który był w audycji to już kwestia tego kto będzie mu bardziej pasował. Nie narzekam na brak zainteresowania. Mam nadzieję, że moi goście również zyskali na obecności w tej audycji. Dokładny zysk całej branży z takiej szerokiej wymiany myśli jest jednak niemierzalny i trudno go analizować jedynie na poziomie finansowym. To coś znacznie lepszego.

Prowadzisz chyba najpopularniejszy podcast dla fotografów Niezłe Aparaty. Skąd czerpiesz pomysły na rozmowy?

Lubię rozmawiać o fotografii. Tu nie ma żadnej ukrytej filozofii czy strategii. Zwyczajnie jest tak: kiedy spotyka się dwóch fotografów to tematy rodzą się same. Fotografia jest moim największym uzależnieniem i nie ma dnia żebym o niej nie myślał. W tej sytuacji nagrywanie podcastu to tylko rejestracja i upublicznianie tego co i tak bym robił.

Jakiś czas temu trafiłam na Twój artykuł na Fotoblogii odnośnie umiejętności pisania tekstów. Czy faktycznie fotograf powinien umieć dobrze pisać?

Niekoniecznie, ale jeśli chce istnieć w sieci to tak. Google opiera się o tekst. Poza tym każdemu zależy na zbudowaniu zaufania. Dobry tekst potrafi to zrobić. Czytając dzieła moich ulubionych pisarzy czuję jakbym z każdym zdaniem poznawał ich coraz bardziej. Znika bariera i czuję jakbym obcował z kimś bliskim. Zdjęcia potrafią wciągnąć, ale dopiero w połączeniu z tekstem strona fotografa spełnia swoją docelową rolę. Oswaja. Anonimowego odwiedzającego czyni  kimś bliskim fotografowi. W artykule na Fotoblogii chodziło też o rozwijanie umiejętności opowiadania. Powoływałem się tam na odcinek podcastu z Martą Mytych, która opowiedziała mi o swoich zmaganiach z codziennym pisaniem. O tym jak pisanie w niesamowity sposób rozwija jej wyobraźnię i sprawia, że staje się lepszym fotografem.

Od 4 miesięcy prowadzisz również kanał na YouTubie Fleszem po oczach, powiedz coś więcej o tym pomyśle, jakie tematy tam poruszasz?

Przyda się małe sprostowanie. Kanał Niezłych Aparatów istnieje na YouTube od września 2016. Przez półtora roku nic się tam nie działo bo skupiłem się na nagrywaniu podcastu. W marcu 2018 zacząłem spotykać się z fotografami w ramach audycji Fleszem po oczach. Są to spotkania na żywo. Odpowiadam tam na pytania, które przysyłają odbiorcy mojego newslettera. Poza tym Fleszem po oczach to dla mnie fajna okazja do poznania faktycznych wyzwań, przed którymi stają fotografowie.. Mieszkam na wsi i nie mam wielu okazji do spotkań z innymi więc YouTube to coś w rodzaju wyjścia do ludzi.

Powiedz coś więcej o swoim poradniku Fotografia ślubna. Od A do Z. Gdzie można go kupić i czy jest dostępna wersja do posłuchania?

AZ to coś co siedziało w głowie od przynajmniej dwóch lat. Cieszę się, że zabrałem się za pisanie dopiero w tym roku bo miałem wystarczająco dużo czasu by to sobie przemyśleć. Jest to pierwszy krok w serii poradników, które sobie zaplanowałem. Jest to coś w rodzaju dopełniania warsztatów, które prowadzę. W zasadzie każdy kto przeczyta powinien mieć już z górki jeśli chce zostać fotografem ślubnym. Zaskoczyła mnie skala wiadomości po tym jak udostępniłem AZ w moim sklepie. Pisało sporo fotografów, którzy zajmują się inną specjalizacją niż moja, pisali filmowcy i fotografowie z dłuższym stażem niż mój. To, że AZ pomogła lub zainspirowała te osoby jest moim największym sukcesem. Wersję audio polecam choć trzeba się przygotować, że czytam ją samodzielnie i jest w niej fragment śpiewany… Tylko ostrzegam. Poradnik znajdziesz tutaj:  https://sklep.niezleaparaty.pl/

Przejdźmy teraz do kwestii prawnych. Jak oceniasz świadomość prawną fotografów? Mówię o konieczności zawierania umów czy znajomości przepisów prawa autorskiego.

Nie jestem prawnikiem więc trudno ocenić poziom dyskusji o prawie w fotografii jakie często pojawiają się na grupach fotograficznych. Podstawy na pewno większość z nas ma i wiem, że fotografów robiących zdjęcia bez umowy jest w tej chwili bardzo mało. Kiedy zaczynałem popularne wśród fotografów było porównywanie umów i odpisywanie od siebie “najfajniejszych” punktów. Mam co do tego taką teorię: kiedy łączy się dwie złe umowy to powstaje z tego jedna – znacznie gorsza niż te dwie pozostałe. Teraz prawdopodobnie jest już w tej kwestii znacznie lepiej.

Czy ktoś kiedykolwiek wykorzystał zdjęcie Twojego autorstwa bez Twojej zgody? Jak zareagowałeś? A jeśli nie, to czy podjąłbyś w takiej sytuacji działania?

Kilka razy pisali do mnie fotografowie, którzy znaleźli moje zdjęcia na różnych profilach w sieci. Pisałem wtedy do osób administrujących danym kontem z prośbą o wyjaśnienie. Być może to oburzy część fotografów, ale ja nie jestem pieniaczem. Jeśli ktoś nie zarabia na tym, że ukradł czyjeś zdjęcie to nie widzę problemu. Fajnie jak widnieje podpis pod fotografią. Jeśli taka osoba po mojej prośbie dodaje podpis lub link do strony to uważam sprawę za zakończoną. Być może wynika to z tego, że ja już dostałem wynagrodzenie za moje zdjęcia. Jeśli fotograf robi zdjęcie krajobrazu i nikt mu za nie zapłacił to ma prawo się wściekać gdy opublikuje je jakiś duży portal lub magazyn branżowy. Ciężki temat.

Pytanie na koniec być może trochę górnolotne, ale czym dla Ciebie są Twoje fotografie? Czujesz się artystą czy zdjęcia są dla Ciebie po prostu sposobem zarabiania na życie?

Kiedyś miałem taką ciekawą przygodę z kolegą, który jest rzeźbiarzem. Dałem mu aparat w prezencie i po dwóch tygodniach zrobiliśmy wspólną wystawę fotografii w takim śmiesznym pubie The Foundry w Londynie. Każdy z nas miał tam jakąś notkę o sobie. W moim opisie nie było nic o sztuce, a u mojego kolegi (fotografa od całych dwóch tygodni) stało jak byk, że uważa się za artystę. Zapytany o to wyjaśnił mi, że słowo artysta widocznie ma zbyt duży ciężar gatunkowy w moim języku. Faktycznie, kiedy pojechałem odwiedzić go w Tureckiej Republice Północnego Cypru, okazało się, że tam pierwszy lepszy grajek uliczny tytułuje się artystą.

Dziękuję za rozmowę.

 

Jacek Siwko: fotograf ślubny, autor podcastu Niezłe Aparaty, kanału na YouTubie Fleszem po Oczach oraz poradnika Fotografia ślubna. Od A do Z.

RODO w fotografii

Karolina Nowalska29 czerwca 201822 komentarze

Być może masz już świadomość, że panika związana z RODO w fotografii jest zupełnie niepotrzebna i wiesz jaki wpływ te zmiany mają na Twoją pracę. Good for you, cieszę się 🙂

Rodo w fotografiiJest jeszcze jednak spora część, która szuka odpowiedzi i znajduje w sieci wiele sprzeczności.

Jeśli znajdujesz się w gronie tych osób, przeczytaj mój wpis.

Opracowując go poszukiwałam informacji tylko w oparciu o rzetelne źródła, a były to materiały Ministerstwa Cyfryzacji (filmy i live’y dr Macieja Kaweckiego), komentarz do Rozporządzenia pod red. dr Pawła Litwińskiego, opinie Grupy Roboczej art. 29 oraz oczywiście sam tekst Rozporządzenia.

Mam nadzieję, że będzie to dla Ciebie źródło konkretnej wiedzy.

Enjoy 🙂 

Na początku ustalmy ponad wszelką wątpliwość czy wizerunek jest to dana osobowa.

TAK

Ok, przejdźmy dalej…

Taki  żarcik 🙂 Wierzę, że nie jesteś czytelnikiem, którego zaspokoi odpowiedź „tak” albo „nie”, Ty pewnie chcesz jeszcze wiedzieć, „a dlaczego?”. Proszę bardzo!

Definicja danych osobowych według RODO brzmi następująco:

Czytaj dalej >>>