Karolina Sawicka

adwokat

Specjalizuję się w sprawach z zakresu prawa autorskiego, ze szczególnym uwzględnieniem prawa fotografii oraz muzyki. Na co dzień prowadzę kancelarię adwokacką na olsztyńskiej Starówce.
[Więcej >>>]

Wykorzystanie wizerunku

Karolina Sawicka12 marca 20192 komentarze

Dzisiaj wraz z adwokatem Bartoszem Gajkiem, autorem bloga Na Ratunek Kreatywnym, rozkładamy na łopatki bardzo fajny wyrok, który dotyczył wykorzystania wizerunku całkiem popularnej kilka lat temu osoby. Pojawia się w wyroku wątek agencji reklamowej, ale analizą tych zagadnień będzie zajmował się właśnie Bartek, bo wie lepiej 🙂

Bartosz Gajek: I nie zapominajmy, że w sprawie przewija się również postać fotografa 🙂

Karolina: zacznijmy może od początku czyli od tego o co było to całe zamieszanie. Otóż Pani powódka kryjąca się za literami A.H. pozwała pewnego przedsiębiorcę za to, że… bezprawnie nadrukował jej wizerunek na produkty z porcelany. Ile domagała się nasza bohaterka?

Bartosz: Symboliczne 600.000 zł. I nie piszę tutaj z przekąsem, bo A.H. podała, że jako modelki współpracującej z wieloma agencjami jej wizerunek wyceniono na kwotę od 100.000 zł do 150.000. Euro!

Karolina: A sprawa zaczęła się tak niewinnie. Przedsiębiorca udał się do agencji reklamowej, gdzie nabył sztuk jeden fotografię A.H, którą zeskanował i nadrukował na produktach porcelanowych i drobnych upominkach. Skanowanie zdjęć może teraz trochę dziwić, ale sprawa zaczęła się w 2005 r.

Bartosz: Tutaj też pojawia się pierwszy problem: agencja reklamowa nie miała zgody A.H. na rozpowszechnianie jej wizerunku. Pan przedsiębiorca nabył więc fotografię bez prawa do jej wykorzystania.  A że Pan kupił to też i od razu zaczął to zdjęcie wykorzystywać do tego o czym wspomniałaś czyli do umieszczania wizerunku A.H. na produktach. I co najciekawsze: przez dwa lata uchodziło mu to na sucho!

Karolina: tylko dlatego, że A.H. o niczym nie wiedziała 🙂 Ale to miało się niedługo zmienić, bo w 2007 r. Pan przedsiębiorca skontaktował się z fotografem, który wykonał zdjęcie A.H. Biznes musiał najwyraźniej dobrze iść, bo nasz pozwany chciał kupić więcej zdjęć na cele związane z kampanią reklamową. Co prawda fotografowi udało się sprzedać jeszcze cztery zdjęcia przedstawiające A.H., ale przedsiębiorca nie był zadowolony. Rozwiązaniem miało być zaproszenie A.H. do firmy i zaproponowanie jej udziału w sesji zdjęciowej.

Bartosz: Do tego spotkania doszło, a jego przebieg był naprawdę kuriozalny. Otóż przedsiębiorca pokazywał A.H. różne produkty z jej wizerunkiem będąc najwyraźniej przekonanym, że wszystko co do tej pory robił było legalne. A nasza modelka? Oglądała te produkty będąc przekonana, że to „prototypy” produktów które dopiero wejdą do produkcji…jeżeli oczywiście użyczy swojego wizerunku. Spotkanie zakończyło się jednak bez konkretnych ustaleń, a A.H. dostała kilka upominków ze swoim zdjęciem.

Karolina: To musiało być pierwsze i ostatnie spotkanie, które odbyło się w tak miłej atmosferze, bo kilka miesięcy później przedsiębiorca otrzymał wezwanie do zapłaty i zaprzestania naruszeń. A potem pojawił się pozew i wyrok. Co najbardziej zaciekawiło Cię w rozstrzygnięciu?

Bartosz: Bez dwóch zdań podstawa prawna zasądzonego odszkodowania. Każdy spodziewałby się, że naruszenie prawa do wizerunku to „klasyczne” prawo autorskie. A tu nie. Wszystko owszem oparło się o wizerunek, ale zastosowane zostały przepisy o ochronie dóbr osobistych. Pani A.H. musiała zatem wykazać szkodę, aby otrzymać jakiekolwiek pieniądze. Pewnie zwróciłaś uwagę jak ta szkoda została obliczona.

Karolina: Nasza powódka argumentowała, że jej szkodą jest wynagrodzenie którego nie otrzymała, a powinna była otrzymać, gdyby pozwany przedsiębiorca zawarł z nią umowę i zapłacił jej odpowiednią stawkę za korzystanie z jej wizerunku.

Bartosz: No właśnie, odpowiednia stawka czyli jaka?

Karolina: To pytanie do biegłego i taki też w sprawie występował 🙂 Poczyniono tutaj bardzo logiczne założenie: powódka była modelką i występowała w wielu kampaniach reklamowych. Ponadto to w latach 2004-2005 jej postać była przedmiotem zainteresowania mediów. Wniosek? Jej wizerunek ma wartość, bo wiąże się z nim określona renoma i rozpoznawalność. A skoro ktoś z tego wizerunku skorzystał to modelka poniosła szkodę, bo na tym nie zarobiła. A powinna była!

Bartosz: Powiedz jeszcze jak biegły określił wartość tego wizerunku, bo to naprawdę masterszyk 🙂

Karolina: Faktycznie zadanie miał niełatwe. Biegły powołał się na „skalę ekspozycji wizerunku powódki w czasopismach”. To znaczy porównał Panią A.H. do innych osób podobnie eksponowanych w prasie, a następnie metodami statystycznymi wyliczył, że powódka w 2005 r. należała do grupy 242 najbardziej rozpoznawalnych osób w Polsce. Top 242 ;).

Bartosz: W sprawie pojawił się też jeszcze jeden ciekawy dowód. Ja zwróciłem uwagę, że A.H. przedłożyła wydruki ze stron internetowych, gdzie pozwany prezentował jej wizerunek na produktach. Nie były to jednak zwykłe tzw. print screeny, ale dowód profesjonalnie zabezpieczony u notariusza (na blogu pisałem jak to zrobić). Z takich dowodów nadal korzysta się w sądach zdecydowanie za rzadko, a w przypadku zdjęć zdają one genialnie egzamin. Tak zresztą było w tej sprawie, bo pozwany nie zdołał podważyć aktu notarialnego z wydrukami.

Karolina: Zróbmy jeszcze na zakończenie rachunek sumienia za bohaterów tej sprawy. Zacznijmy od agencji reklamowej.

Bartosz: Nie znamy wszystkich szczegółów, ale właścicielka agencji przyznała w trakcie procesu, że nie uzgodniła z modelką kwestii udostępnienia jej wizerunku. Zastanawia mnie w jakim kontekście więc ta agencja sprzedała zdjęcie przedsiębiorcy. Być może tutaj pewne rzeczy zostały przez agencję przemilczane, a być może nikt się nie spodziewał, że przedsiębiorca w taki sposób skorzysta z tej fotografii. Z tego co wiem to autor tej fotki również trafił przed oblicze sądu :).

Karolina: To prawda. Pozwany przedsiębiorca twierdził, że fotograf poinformował go o możliwości dowolnego wykorzystania zdjęcia Pani A.H.. Fotograf temu zaprzeczył. Nie miało to dla sprawy większego znaczenia, bo nawet gdyby fotograf wprowadził przedsiębiorcę w błąd to nie zwalniałoby go to z odpowiedzialności za naruszenie prawa do wizerunku A.H.

Bartosz: I właśnie postać tego przedsiębiorcy powinna budzić w sprawie największe kontrowersje. Pójdę na łatwiznę i zacytuję tutaj fragment orzeczenia, bo ono niezwykle celnie „punktuje” pozwanego:

„Pozwany, jako przedsiębiorca trudniący się zawodowo m.in. dekoracją upominków, a tym samym podejmujący decyzję o umieszczeniu na nich grafiki mogącej przedstawiać wizerunek osoby trzeciej, powinien dochować należytej staranności podczas zakupu zdjęć służących realizacji określonych założeń marketingowych, w szczególności poprzez upewnienie się, że osoba, której fotografie dotyczą, wyraziła wymaganą zgodę na użycie jej wizerunku”.

Karolina: Nic dodać, nic ująć. Bartku dziękuję Ci za rozmowę :).

Bartosz: Również dziękuję i do usłyszenia na kanwie innej sprawy :).

 

Jakie wnioski wypływające z tego wyroku a odnoszące się do ochrony wizerunku dobrze byłoby zapamiętać? 

  1. Zgody uprawnionego nie domniemywa się. To znaczy, że nie można wywieźć udzielenia zgody na podstawie tego, że pani A.H. podobały się filiżanki i że przyjęła upominek. W postępowaniu sądowym na pozwanym ciąży obowiązek wykazania, że dysponuje on zgodą na rozpowszechnienie wizerunku lub że zachodzą okoliczności wyłączające konieczność jej uzyskania (kiedy zgoda nie jest wymagana możesz sobie przypomnieć po lekturze tego wpisu –> wizerunek cz.2).
  2. Zgoda musi być niewątpliwa w zakresie warunków i zakresu wykorzystania wizerunku. To, czy rozpowszechnienie nie wykroczyło poza wykazany zakres zezwolenia również należy do obowiązków osoby ów wizerunek rozpowszechniającej.

Tyle na dziś! Jeśli masz pytania odnośnie wykorzystania wizerunku, pisz śmiało! Pozdrowienia!

Przy okazji, zapraszam Cię na mój instagram. Tam wykorzystuję tylko swój wizerunek – ale nie za często 🙂

 

 

[Photo by Jeffrey Wegrzyn on Unsplash]

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 889 010 608e-mail: kontakt@adw.olsztyn.pl

Cześć! Trochę mnie tu nie było, ale jeśli obserwujesz bloga już od jakiegoś czasu, to wiesz, że uzewnętrzniam się tylko w przypływie weny twórczej a nie z obowiązku, więc voila! Wena jest, bombowy temat również – oto jestem 🙂

Dzisiaj opiszę fantastyczny wyrok, którego uzasadnienie czytałam z zapartym tchem (rozrywki prawników są doprawdy porywające). Wyrok porusza temat stosowania stawek wynagrodzenia z tabel ZPAF, ale także umowy licencyjnej zawartej ustnie. Wszystko to ma niesamowicie ważne znaczenie na sali sądowej, dlatego nawet jeśli Ty nie znajdziesz nic interesującego w tym wyroku, to ja z dziką przyjemnością będę powoływać się na niego w swoich pismach 🙂 Wierzę jednak, że chociaż na pytanie z tytułu wpisu uda mi się udzielić odpowiedzi. 

Do dzieła zatem!

Krótki opis stanu faktycznego:

Powód – fotograf zwrócił się do pozwanej spółki o akredytację na koncert pewnego znakomitego artysty i złożył jednocześnie propozycję stałej współpracy. Spółka udzieliła akredytacji na wykonanie zdjęć z koncertu, a także wyraziła zainteresowanie współpracą.

Fotograf zdjęcia wykonał, a następnie przesłał do wykorzystania pozwanej z informacją „zdjęcia do państwa dyspozycji”. Pozwana zwyczajowo podejmowała bezpłatną współpracę z fotoreporterami w zamian za udzielenie akredytacji na koncert.

Następnie, pozwana wykorzystała 63 fotografie umieszczając je na swojej stronie internetowej oraz na Facebooku. Nie doszło między stronami do zawarcia pisemnej umowy, chociaż temat jej zawarcia pojawił się. Fotograf zaproponował stawkę wynagrodzenia w kwocie 800 zł za dzień pracy. Ostatecznie, nie było pisemnej umowy ani nie było ustaleń w kwestii wynagrodzenia.

Po kilku miesiącach fotograf zażądał wykasowania wszystkich zdjęć i zaprzestania ich wykorzystywania – do czasu zawarcia odpowiedniej umowy. Spółka nic sobie z żądań fotografa nie zrobiła i wykorzystywała zdjęcia przez okres ponad 2 lat.

No to fotograf „poleciał z tematem” i wysłał spółce wezwanie do zapłaty ponad 300.000 zł. Nie wiem dlaczego tych wezwań było aż cztery, a w każdym z nich inna kwota. Albo zdanie zmieniał fotograf albo jego prawnik albo fotograf zmieniał prawników 🙂 W każdym razie, spółka nie zapłaciła i sprawa trafiła do sądu.

Ustalenia sądu I instancji

Sąd I instancji nie był łaskawy dla fotografa, ale na szczęście koniec tej sprawy jest już dla niego bardziej pozytywny.

  • Kwestia no. 1 – Czy została zawarta umowa?

Sąd Okręgowy stwierdził, że nie, ponieważ:

  1. umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych wymaga zachowania formy pisemnej pod rygorem nieważności,
  2. umowa licencyjna wyłączna wymaga zachowania formy pisemnej pod rygorem nieważności.

I tu pojawia się chyba pierwsza kontrowersja. Fotograf uzależniał wykorzystanie swoich zdjęć od zawarcia umowy o stałej współpracy i gdy się okazało, że spółka najpierw chce uregulować kwestie wykorzystania zdjęć z tego koncertu, to ten zażądał ich wykasowania i zapłaty. Później powiedział, że upoważnił spółkę do wykorzystywania zdjęć, bo miał nadzieję na umowę o stałej współpracy. W momencie gdy okazało się, że do niej nie dojdzie, to wysunął swoje żądania wobec spółki.

  • Kwestia no. 2 – Jak określić wynagrodzenie?

Fotograf skorzystał z tabel ZPAF, ale sąd tego nie zaakceptował. Dlaczego?

  1. po pierwsze przywołał art. 79 ust. 1 Pr. Aut, który „stosowne wynagrodzenie” określa jako te, które otrzymałby uprawniony, gdyby osoba, która naruszyła jego prawa autorskie, zawarła z nim umowę o korzystanie z utworu w zakresie dokonanego naruszenia.
  2. po drugie wskazał, że podane w tabelach stawki wynagrodzenia zawodowych fotografików nie wyznaczają wysokości honorarium za konkretne dzieło fotograficzne, bo o wynagrodzeniu decydują „walory artystyczne utworu, charakter publikacji, w której utwór zostanie zamieszczony, dorobek artystyczny autora zdjęć oraz inne indywidualne okoliczności”.
  3. po trzecie spółka przedłożyła umowy zawierane z fotografami na wykonanie zdjęć z wielu wydarzeń muzycznych znanych artystów, a w umowach tych kwoty za wykonanie i następnie wykorzystywanie 150-300 zdjęć wahały się między 500 zł a 1100 zł. 

I sąd za miernik wynagrodzenia przyjął właśnie te stawki! „Ludzie złote” pomyślałam czytając. Tym bardziej, że w sprawie powołany był biegły, którego opinię w zakresie ustalenia wysokości wynagrodzenia mówiąc bez ogródek sąd zignorował. W konsekwencji przyznał fotografowi odszkodowanie w wysokości 2.200 zł (dwukrotność 1.100 zł). A i tak napisał, że hojnie bo fotograf to taki zdolny i te zdjęcia takie ładne, że zastosujemy tę „wyższą” półkę stosowanych przez pozwaną stawek, czyli rzeczone 1.100 zł.

Apelację od tego wyroku złożył fotograf i pewnie ciekawi Cię, co na to sąd odwoławczy. Mnie ciekawiło 🙂

Ustalenia sądu II instancji

  • Kwestia no. 1 – Czy została zawarta umowa?

Sąd odwoławczy powiedział TAK i była to licencja niewyłączna. Dlaczego? A to dlatego, że doszło do zawarcia umowy w sposób dorozumiany przez samo przystąpienie do jej wykonania – (zacytuję spory fragment uzasadnienia wyroku, bo warto):

fotograf zgłosił się do strony pozwanej z propozycją wykonania dzieła, strona pozwana umożliwiła mu wykonanie czynności poprzez udzielenie akredytacji, a następnie powód przedstawił zdjęcia do dyspozycji strony pozwanej. Spółka przyjęła fotografie i przesłała fotografowi projekt umowy licencyjnej. Umowa ta w formie pisemnej ostatecznie nie została przez powoda przyjęta i podpisana, co jednak nie oznacza, że do zawarcia umowy między stronami nie doszło w formie ustnej. Ponieważ powód określił jedynie, że przekazuje zdjęcia do dyspozycji strony pozwanej bez wyraźnego oświadczenia o przeniesieniu na nią prawa, uważa się w takim wypadku, że twórca udzielił tylko licencji. Z kolei niezachowanie formy pisemnej uprawnia tylko do licencji niewyłącznej, co ma na celu interes twórcy, wymagający ochrony w sytuacji, gdy powstają wątpliwości co do zakresu zgody autora na wykorzystanie jego utworu.”

Przepisy prawa autorskiego przewidują co do zasady odpłatność zawieranych umów. Wskazują one nawet, że jeżeli w umowie nie określono wysokości wynagrodzenia to określa się je z uwzględnieniem zakresu udzielonego prawa oraz korzyści wynikających z utworu. Dalej, jeżeli w umowie wyraźnie nie określono, że jest nieodpłatna, to twórcy należy się wynagrodzenie. ALE! Przepisy ustawy dopuszczają także ważność umowy, która nie zawiera oznaczenia wynagrodzenia, jeśli… poprzez podanie kryteriów jest możliwe jego ustalenie. 

To odnośnie wynagrodzenia, natomiast odnośnie pól eksploatacji, to wprawdzie przepisy wymagają ich wymienienia w umowie, jednak w sytuacji gdy nie określono sposobu korzystania z utworu, to powinien on być zgodny z jego charakterem i przeznaczeniem oraz przyjętymi zwyczajami. 

Jak widzisz, zdawać by się mogło, że przepisy prawa autorskiego regulujące kwestię umów są nieugięte. No bo ten rygor nieważności, bo trzeba jakieś pola wymieniać, a tu sąd zwrócił uwagę, że przepisy przewidują też kilka przypadków, kiedy na umowę należy spojrzeć łaskawszym okiem.

Spojrzał więc i przyjął, że umowa była. I uznał, że była to licencja niewyłączna na wykorzystanie zdjęć na stronie internetowej spółki i Facebooku. Umowa trwała do momentu, kiedy fotograf wyraźnie zażądał usunięcia zdjęć. Nie uznał jednak, aby umowa miała być nieodpłatna. Przyjął bowiem, że brak określenia wynagrodzenia wynikał z prowadzonych negocjacji zarówno w zakresie stałej współpracy na przyszłość jak i wykonania i wykorzystania zdjęć z koncertu. Poza tym fotograf zwracał się do spółki o doprecyzowanie warunków projektu pisemnej umowy w zakresie wynagrodzenia, więc nie można przyjąć, że jego wolą było swobodne i nieodpłatne dysponowanie wykonanymi przez niego zdjęciami. 

  • Kwestia no. 2 – Jak określić wynagrodzenie?

Fotograf jak już wspomniałam użył stawki z tabel ZPAF. Z tego powodu powołany został biegły, który jako specjalista w dziedzinie miał rozstrzygnąć, czy pochodząca z niezatwierdzonej tabeli wynagrodzeń stawka  mogła stanowić miarodajną podstawę ustalenia wynagrodzenia.

Biegły stwierdził, że cennik Związku nie jest obowiązujący ale stanowi punkt odniesienia i jest pomocniczym źródłem, na którym w wielu sprawach opierano się przy negocjowaniu cen za pracę fotografików. Tak czy inaczej jednak na rynku obowiązują ceny umowne, które zależą od ustaleń i woli stron.

Również więc i sąd odwoławczy nie przyjął stawek z tabel, a zrobiłby to gdyby fotograf wykazał np. że stosuje i otrzymuje tego rzędu wynagrodzenia jak określone w tabelach.

Ale na otarcie łez sąd odwoławczy nie zgodził z zastosowaniem stawek z umów złożonych przez spółkę, ponieważ uznał, że to uprawniony, a nie pozwany ustala wysokość wynagrodzenia. I to akurat stwierdziło już kilka innych sądów – nie stawki rynkowe, a wynagrodzenie które przysługiwałoby uprawnionemu, gdyby osoba naruszająca jego prawa zawarła z nim umowę o korzystanie z dzieła w zakresie dokonanego naruszenia. Przyjął więc za podstawę ustalenia wynagrodzenia tę kwotę, o której mówił fotograf w negocjacjach czyli 800 zł za dzień pracy. Pomnożył i wyszło mu 13.600 zł, więc bardziej korzystne dla fotografa były obliczenia sądu II instancji. Aha, i sąd dorzucił jeszcze kilka groszy (4.000 zł) z tytułu zadośćuczynienia za doznaną krzywdę.

I teraz najlepsze:

tabela ZPAF została zatwierdzona przez Komisję Prawa Autorskiego powołaną przez Ministra Kultury i Sztuki w dniu 26 lipca 2001 r. na mocy art. 108 ust. 3 w ówczesnym brzmieniu. A art. 108 ust. 3 ustawy powołanej ustawy, który jest podstawą opracowania tabeli został uznany za niekonstytucyjny i utracił moc obowiązującą z dniem 1 września 2006 r., co oznacza, że również tabela nie może być za obowiązującą uznana.

Nieźle, co? 🙂

I jakie są moje wnioski z tej historii? Polegać wyłącznie na swoich umowach, fakturach, rachunkach. Nawet jeśli udzielona w przeszłości licencja dotyczy zdjęcia portretowego, a bezprawnie wykorzystuje się zdjęcie zupełnie innej kategorii. Mimo, że walor artystyczny takich fotografii będzie różnił się, to te ceny będą dla sądu lepszym miernikiem niż stawki rynkowe (to na pewno), albo stawki z tabel (tu nie zawsze, bo Twoje stawki mogą być niższe, ale istnieje ryzyko wysuwania takich argumentów, o jakich mowa była wyżej).

A roszczenie trzeba ważyć! 

Jeśli domagamy się gruszek na wierzbie i wygramy sprawę w 4% (w takiej części apelacja fotografa została uwzględniona) to kto ponosi koszty procesu, no kto?

Tylko własne stawki stosowane w przeszłości są jedynym miarodajnym sposobem na ustalenie wynagrodzenia, na podstawie którego ustalamy wysokość odszkodowania.

Nooo przyznaj, czy to nie było ciekawe? 🙂

Pozdrowienia! I linki:

Tabele ZPAF

Omawiany wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi wraz z uzasadnieniem

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego

Photo by Jon Flobrant on Unsplash

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 889 010 608e-mail: kontakt@adw.olsztyn.pl

Już za tydzień 13 lutego w Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym w Gdyni będę prowadziła warsztaty:

Podczas warsztatów będzie można dowiedzieć się m.in.: 

  • jakie są podstawowe zasady prawa autorskiego co do zdjęć,
  • na co zwracać uwagę, gdy chcesz użyć cudzego zdjęcia,
  • kiedy i jak można korzystać ze zdjęć publikowanych na stronach producenta,
  •  czym są znaki towarowe i dlaczego trzeba na nie uważać,
  • jak używać zdjęć cudzych produktów bez narażania się na oskarżenie o nieuczciwą konkurencję lub wprowadzanie klientów w błąd,
  • jakie mogą być konsekwencje, gdy naruszysz czyjeś prawa do zdjęcia lub znaku towarowego,
  • co Ci grozi, jeśli producent uzna, że Twoje publikowanie zdjęć to czyn nieuczciwej konkurencji.

Wstęp jest wolny, ale obowiązuje rejestracja.

Jeśli interesuje Cię to wydarzenie na stronie PPNT Gdynia znajdziesz więcej szczegółów.

Serdecznie zapraszam!

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 889 010 608e-mail: kontakt@adw.olsztyn.pl

Podcast W drodze do kancelarii

Karolina Sawicka04 lutego 20194 komentarze

W ramach mojej osobistej akcji „nie czai się, pochwal się” z radością informuję, że po raz kolejny miałam przyjemność wystąpić w podcaście. Tym razem jest do podcast W drodze do kancelarii. Jeszcze kilka wystąpień audio i zacznę tolerować swój głos 🙂

Zapraszam do słuchania zarówno tego odcinka jak i wszystkich pozostałych. Wśród gości podcastu znajdziecie znakomitych prawników!

Nagrania możecie posłuchać klikając o tu.

Pozdrowienia z Warszawy, z której wracam z kolejną ugodą i zadowolonym klientem 🙂

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 889 010 608e-mail: kontakt@adw.olsztyn.pl

Wygraliśmy! odc. 1

Karolina Sawicka30 stycznia 201911 komentarzy

Za każdym każdym razem gdy czytam o wyroku, w którym wygrywa fotograf – cieszę się. Wygląda na to, że staliście się dla mnie tak bliscy, że po prostu Wasze sukcesy w sprawach autorskich robią mi dzień 🙂 Najbardziej jednak potrafi zrobić to wygrana dokonana „tymi oto ręcami” czyli w sprawach, w których to ja reprezentuję fotografa. Dzisiaj opiszę jedną z nich. 

Mój klient nie ma zarejestrowanej działalności gospodarczej, wykonuje zupełnie inny zawód, ale fotografia to jego pasja. Posiada fanpage na Facebooku, na którym publikuje zdjęcia, głównie przedstawiające lokalne krajobrazy. Jedno ze zdjęć zostało wykonane porą wieczorową i przedstawiało hotel, ulicę i latarnię. Właściciel budynku pobrał fotografię na dysk i umieścił ją na fanpage’u oraz stronie internetowej hotelu i na kilku portalach typu booking.com. 

Kiedy mój klient zorientował się, że jego zdjęcie jest wykorzystywane, udał się do pozwanego. Odbyli rozmowę skutkującą chyba jedynie tym, że fotograf stał się wówczas moim klientem.

Argumenty pozwanego

Najbardziej interesujące w tej sprawie są właśnie argumenty pozwanego. Przyznaję, że niektóre z nich są zupełnie absurdalne i nie winiłabym za to strony, ponieważ nie każdy musi znać prawo autorskie, jednak tym razem tak nie jest. Pozwany nie dość, że zachowywał się tak, jakby pozjadał wszystkie rozumy, to był wobec mojego klienta po prostu bezczelny. Na koniec groził mu zniszczeniem. I kid you not.

Po pierwsze, pozwany twierdził, że nazwa jego hotelu jest zastrzeżonym znakiem towarowym, wobec czego nie można tego budynku fotografować. Jeśli czytasz mojego bloga, to już wiesz, co to prawo panoramy i właśnie powołaniem się na to uprawnienie zbiłam argument numer jeden.

Kolejny wytykał brak atrybutu twórczości przedmiotowego zdjęcia. Ba, pozwany stwierdził nawet, że taka fotografia jest możliwa do powtórzenia przez każdą osobę. Słusznie stwierdził sąd, że gdyby tak było, nic nie stało na przeszkodzie, aby pozwany sam takie zdjęcie wykonał. Sąd dokonując oceny twórczości przepytał mojego klienta jak ucznia pod tablicą. Musiał opisać technikę wykonania zdjęcia tj. zastosowany kadr, wybór przesłony, długość czasu naświetlania. Doprawdy, ukłon w stronę pani sędzi. Niezwykle dobre przygotowanie do sprawy. Sąd mógł przecież stwierdzić, że ocena czy zdjęcie jest twórcze czy nie wymaga powołania biegłego. Na szczęście tego nie zrobił. Bo opisywałabym tę sprawę pewnie za rok 🙂

Dalej, co mi osobiście podobało się najbardziej, pozwany twierdził, że efekt końcowy zdjęcia jest wynikiem autorskiego oświetlenia obiektu przez pozwanego. Serio, jeśli zaczniemy uznawać halogen nad drzwiami wejściowymi za utwór, to dokąd zmierza ten świat? 🙂

All about the money

Pewnie chcesz wiedzieć, ile wygrał mój klient.

Jako że udzielał on licencji sporadycznie, często nawet nieodpłatnie, dysponowaliśmy zaledwie dwiema umowami, na podstawie których domagaliśmy się odszkodowania, czyli dwukrotności wynagrodzenia, jakiego żądałby twórca, gdyby zawarto z nim odpowiednią umowę. Ostatecznie sąd zasądził na rzecz mojego klienta kwotę 600 zł tytułem odszkodowania. 

Kwota zadośćuczynienia była przeze mnie określona na 4.000 zł. Sąd jednak zasądził połowę tej kwoty, ponieważ taką stwierdził za adekwatną. Ważenie wysokości zadośćuczynienia zawsze jest trochę strzelaniem na oślep, a szczegółowo te kwestie opisywałam o tu.

W tej sprawie jest jeszcze jeden bardzo ważny aspekt. Przed końcem rozprawy złożyłam spis kosztów, który obejmował mój dojazd na rozprawę. Koszt tego dojazdu (według stawek z rozporządzenia) wynosił prawie tyle samo co wynagrodzenie (również z rozporządzenia). Dodatkowo, konieczny był również nocleg. Jako że wydatki pełnomocnika były znaczne, pozwany wyrażając swoje niezadowolenie z tego powodu stwierdził, że mój klient mógł „wziąć” sobie miejscowego prawnika. I tu z kolei ukłon w stronę klienta, który wybór adwokata z drugiego końca Polski uzasadnił tym, że odwiedził kilku miejscowych prawników, ale odmówili oni reprezentacji w tej sprawie tłumacząc się brakiem specjalizacji w prawie autorskim.

Sąd wskazał, że nie ma przeszkód, aby stronę reprezentował prawnik spoza okręgu danego sądu, także jeśli jesteś ze Szczecina czy Katowic – nie ma problemu! Na sprawę przyjadę, a jeśli wygramy, to koszty zwróci nam strona pozwana.

Tyle na dziś! Pozdrawiam z mroźnego i słonecznego Olsztyna!

P.S. Zdjęcie jest mojego autorstwa z jednej z podlaskich tras. Miej litość i nie wytykaj kiepskiego kadru, ponieważ ciężko jest mi na tej trasie zejść z trzech cyfr na liczniku 🙂

P.S. #2 Wpis nazwałam „Wygraliśmy! odc. 1”, dlatego że planuję sukcesywnie opisywać cały sezon przepełniony zwycięstwami mniej lub bardziej spektakularnymi 🙂

 

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 889 010 608e-mail: kontakt@adw.olsztyn.pl