Karolina Nowalska

adwokat

Specjalizuję się w sprawach z zakresu prawa autorskiego, ze szczególnym uwzględnieniem prawa fotografii oraz muzyki. Na co dzień prowadzę kancelarię adwokacką na olsztyńskiej Starówce.
[Więcej >>>]

Ugoda w słynnej sprawie Monkey selfie

Karolina Nowalska20 września 2017Komentarze (0)

Po kilku latach zakończył się spór w sprawie tzw. Monkey selfie. Wspominałam o tej sprawie przy okazji rozważań na temat tego, kiedy fotografia jest utworem i czy zdjęcie musi zostać wykonane przez człowieka, aby mogło zostać za utwór uznane. W tej sprawie została zawarta ugoda, ale czy jest ona korzystna dla obu stron, oceńcie sami. 

Przypomnijmy sobie krótko, o co w sprawie chodziło. Otóż, w 2011 r. fotograf David Slater przebywał na indonezyjskiej wyspie Celebes, gdzie przygotowywał reportaż. Podczas tych przygotowań miała miejsce sytuacja, która dała początek wielu dyskusjom na temat tego, czy prawa autorskie powinny zostać przyznane również zwierzętom. Co się stało? Samica makaka o imieniu Naruto zrobiła sobie kilka fotografii. Następnie jedno z tych zdjęć zostało opublikowane na wikipedii w domenie publicznej. Slater zażądał usunięcia fotografii, jednak wikipedia odmówiła argumentując, że zdjęcie nie podlega ochronie prawnoautorskiej.

Fotograf twierdził jednak, że ustawił aparat na statywie, odpowiedni kadr i po prostu pozwolił małpie nacisnąć spust migawki (pamiętasz ten wpis? Podobna sytuacja, prawda?), wobec tego miał swój wkład twórczy w powstanie zdjęcia. Sprawa trafiła do sądu z powództwa PETA – międzynarodowej organizacji na rzecz etycznego traktowania zwierząt. PETA podnosiła, że małpa jak najbardziej jest autorem zdjęcia i przysługują jej z tego tytułu prawa autorskie. Domagała się, aby zdjęcie podpisywane było imieniem makaka oraz prawa do dysponowania przychodami ze sprzedaży fotografii, które to miały być przeznaczane na rzecz ginących gatunków zwierząt. Stanowiska organizacji jednak nie podzielił ani Sąd Federalny San Francisco ani sąd odwoławczy.

W sprawie jednak została zawarta ugoda. David Slater zobowiązał się do przekazywania 25% zysków z fotografii na rzecz ratowania ginących gatunków zwierząt. Mimo, że sprawa zakończyła się polubownie można powiedzieć, że Slater przegrał w nierównej walce przeciwko potężnej organizacji. Sprawa zniszczyła mu życie, facet nie ma na rachunki, nie ma na zapłatę wynagrodzenia dla prawnika reprezentującego go w tej sprawie, ba, nie miał nawet na bilet, aby uczestniczyć w ostatniej rozprawie i usłyszeć wyrok. Slater zrezygnował z fotografii i myśli o kursie na trenera tenisa i o wyprowadzaniu psów…

Prawnik PETA twierdzi z kolei, że ta sprawa ukazała potrzebę rozciągnięcia podstawowych praw również na zwierzęta. Nie tylko dla ich własnego dobra, ale dlatego aby zapobiec ich wykorzystywaniu przez ludzi.

Jedyny plus w tej całej sprawie, który dostrzega David Slater jest fakt, że świat skierował uwagę na ginący gatunek makaka, w wyniku czego być może sytuacja tych zwierząt ulegnie poprawie.

A Ty co myślisz o tej sprawie?

fot. David Slater

 

Wizerunek część 1.

Karolina Nowalska23 sierpnia 2017Komentarze (0)

Temat wizerunku jest tak popularny, że na prawdę długo zbierałam się w sobie, aby o nim napisać. Cały czas towarzyszyła mi myśl: przecież już wszystko o tym wiesz. Niemniej jednak, aby blog miał jakąś harmonię i zawierał niezbędne elementy z zakresu prawa fotografii, kwestia wizerunku być musi! Mam nadzieję, że w tym lub w kolejnym wpisie na ten temat odnajdziesz jednak coś nowego.

W pierwszym wpisie skupię się na tym, czym w ogóle wizerunek jest oraz kiedy i w jakiej formie jest wymagana zgoda na jego rozpowszechnianie. W kolejnym natomiast omówię, kiedy ta zgoda nie jest konieczna. 

Ani w przepisach kodeksu cywilnego ani w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych nie znajdziesz definicji legalnej wizerunku. Musimy odnieść się do starego, dobrego słownika języka polskiego, który tak definiuje to pojęcie:

Wizerunek:

1. «czyjaś podobizna na rysunku, obrazie, zdjęciu itp.»

2. «sposób, w jaki dana osoba lub rzecz jest postrzegana i przedstawiana»

Przyjmuje się głównie, że wizerunek danej osoby obejmuje jej głowę lub takie cechy twarzy, które pozwalają na jej zidentyfikowanie. Niektórzy sądzą, że wizerunkiem są wszelkie cechy fizyczne indywidualizujące daną osobę czyli np. charakterystyczna budowa ciała. Na wizerunek po prostu składają się fizyczne cechy człowieka, które tworzą jego wygląd.

Ale wizerunek to nie tylko zewnętrze, anatomiczne cechy człowieka lecz także charakterystyczne rekwizyty czy ubiór. To może być nawet kolor oczu i fryzura jeśli poprzez te cechy dana osoba może być odróżniona od innych. To może być też styl poruszania, zachowania i gestykulacji, bo czy nie rozpoznamy Charliego Chaplina po kilku krokach? To może być też tzw. „catchphrase”, czyli charakterystyczny dla danej osoby zwrot, co było zresztą przedmiotem sporu zakończonego przed sądem w Stanach Zjednoczonych a dotyczyło zwrotu „Here’s Johnny” używanego przez Johnnego Carsona przez prawie 30 lat w „The Tonight Show”.

Na rodzimym podwórku sądowym za wizerunek uznano pseudonim artystyczny i charakterystyczne rekwizyty sceniczne w postaci stroju świętokrzyskiego oraz chusty. O kogo chodzi? O Panią Genowefę Pigwę czyli postać wykreowaną przez Bronisława Opałko. Domagał się on zaniechania używania nazwy „Podpiwek Pigwa” i swojego wizerunku, który oznaczał dany produkt argumentując swoje stanowisko w ten sposób, że jest autorem postaci, a produkt, który zawierał na etykiecie wzór graficzny z karykaturą kobiety w stroju świętokrzyskim i chuście i ponadto opatrzony został nazwą „Pigwa” kojarzy się jednoznacznie z Genowefą Pigwą. Sąd przyznał Panu Opałce rację.

Jakie znasz materialne ucieleśnienia wizerunku?

Na pewno jednym z nich jest fotografia. Są też nimi: portret, karykatura, obraz, rysunek, rzeźba i film.

Art. 81 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych w pkt. 1 mówi:

Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. W braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie.

Co wynika z tego zapisu? Po pierwsze, że uwiecznić możesz każdego nawet bez jego zgody (ale na swoją własną odpowiedzialność naruszenia jego dóbr osobistych w postaci np. prawa do prywatności) ale rozpowszechnić takiej fotografii już nie. Po drugie, nie musisz jako fotograf uzyskiwać zgody od pozującego modela czy modelki, jeśli osoba ta otrzymała zapłatę na pozowanie. ALE! Jeśli w umowie pomiędzy fotografem a modelem wskazano, że każdorazowo taka zgoda jest wymagana – trzeba ten warunek spełnić. To, że model otrzymał wynagrodzenie za pozowanie nie zamyka mu drogi do zastrzeżenia konieczności uzyskania jego odrębnej zgody na rozpowszechnienie wizerunku. Model może w niektórych przypadkach w ogóle tej zgody nie udzielić lub ją odwołać. Dlatego wskazane jest, aby strony przewidziały w umowie karę umowną lub obowiązek naprawienia szkody w przypadku skorzystania z uprawnienia odwołania zgody na rozpowszechnienie wizerunku.

Pomimo, że art. 81 nie nakłada obowiązku zachowania szczególnej formy takiej zgody, na pewno domyślasz się, że najlepiej taką zgodę mieć w formie pisemnej. 

Dobrze też pamiętać, że w przypadku naruszenia czyjegoś prawa do wizerunku i rozpowszechnienia go bez wymaganej zgody możesz ponieść dotkliwe konsekwencje finansowe, a nawet karne (tak się stanie, jeśli zachowanie będzie nosiło znamiona stalkingu). O ochronę prawną wizerunku może wystąpić sam zainteresowany, ale też jego spadkobiercy, a ci mają na to 20 lat od śmierci osoby fotografowanej.

Pamiętać także należy, że zgody na rozpowszechnienie wizerunku dzieci mogą udzielić tylko ich rodzice lub opiekunowie prawni.

Warto również w takiej zgodzie określić, gdzie i w jakiej formie dany wizerunek może zostać rozpowszechniony, chociaż nie jest to wymagane. Istnieją tu różniące się między sobą poglądy. Jeden z nich mówi, że publikowanie wizerunku danej osoby może odbyć się tylko za jej zgodą, natomiast dalsze publikowanie już bez takiej zgody, ale tylko pod warunkiem wskazania pierwotnego źródła publikacji i bez wprowadzania zmian w fotografii tzn. tylko z powołaniem okoliczności, w jakich zostało wykonane i opublikowane po raz pierwszy. (Wyrok SN z 2.2.1967 r., I CR 496/66).  I to jest ten pogląd mniej w dzisiejszych czasach popularny. Natomiast drugi sprowadza się do tego, że uzyskanie zgody na rozpowszechnienie wizerunku nie zwalnia podmiotów trzecich chcących wykorzystać ten wizerunek od uzyskania ponownej zgody ze strony uprawnionego.

Jeżeli chcesz umieścić swoje fotografie na stocku to pamiętaj, aby osoba fotografowana w zgodzie na rozpowszechnianie jej wizerunku upoważniła Cię do udzielania dalszej zgody dla podmiotów, które nabędą Twoje zdjęcia. Ktoś, kto kupi od Ciebie zdjęcie na pewno będzie chciał mieć pewność, że może je opublikować.

Jeśli z kolei wraz ze składaniem oświadczenia o wyrażeniu zgody na rozpowszechnianie wizerunku model otrzymuje wynagrodzenie, wskazane byłoby w takim oświadczeniu dodać jednocześnie pokwitowanie zapłaty.

Jak widzisz, zgoda na rozpowszechnianie wizerunku, wbrew pozorom proste, jednozdaniowe oświadczenie, a może przysporzyć kilka trudności. Warto takie oświadczenie skonkretyzować i pamiętać o tych kilku niezbędnych elementach.

W imię zasady przezorny zawsze ubezpieczony, jako fotograf kontroluj czy dysponujesz wymaganą zgodą na rozpowszechnianie wizerunku oraz czy w umowie masz odpowiednie zapisy na wypadek odwołania tej zgody. Z kolei jako model czy modelka miej na względzie, że pomimo uzyskania zapłaty za pozowanie zawsze możesz w umowie nałożyć na fotografa dodatkowy obowiązek uzyskania Twojej zgody na rozpowszechnianie wizerunku, aby mieć pewność, że zdjęcia przedstawiające Ciebie nie trafią tam, gdzie nie chcesz.

W jednym z poprzednich wpisów omawiałam, kiedy fotografia może być rozpatrywana w kategoriach utworu, a co za tym idzie – kiedy podlega ona ochronie prawnoautorskiej. W dzisiejszym wpisie chciałabym pokrótce (ponieważ spędzam urlop na pięknym Podlasiu) omówić dwie z kategorii utworów, a odnoszące się stricte do fotografii. Są to dzieła zależne i inspirowane. Poznanie granicy między tymi kategoriami jest niezbędne do wykonywania fotografii bez obaw naruszenia praw autorskich przysługujących innemu twórcy.

Na wstępie od razu zaznaczę, że po części teoretycznej skupię się na kilku przykładach, także jeśli w trakcie czytania stwierdzisz, że nadal nie czujesz różnicy, dotrwaj do końca. Na pocieszenie również powiem Ci, że nie tylko Ty możesz mieć z tym problem, ponieważ wyznaczenie tej granicy jest niekiedy bardzo trudne, co uwidacznia się w niejednolitym orzecznictwie polskim i międzynarodowym. 

Czym jest dzieło inspirowane? 

Dziełem inspirowanym jest utwór, który powstał ze względu na inne dzieło, jednak nie przejmuje z niego elementów chronionych prawem autorskim, wobec czego eksploatacja tego utworu nie wkracza w niczyje osobiste ani majątkowe prawa autorskie. A jakie są to elementy? Pomocnym w ich określeniu może być orzeczenie Sądu Najwyższego (sygn. I CR 104/72), w którym stwierdzono, że za kryterium rozgraniczające dzieła inspirowane od zależnych należy uznać twórcze przetworzenie elementów dzieła inspirującego w taki sposób, aby o dziele powstałym decydowały już jego własne, indywidualne elementy. Utwór ten powinien posiadać cechy twórczości samodzielnej, a przejęty może zostać jedynie wątek utworu cudzego.

Najważniejszą cechą utworu inspirowanego jest jego samoistność tzn. że może on przejąć np. styl czy pomysł z innego dzieła i nie będzie to opracowanie, ale oryginalny utwór.

Co istotne, na stworzenie dzieła inspirowanego nie jest wymagana zgoda autora dzieła, z którego czerpiemy inspirację – i to niezależnie od tego, czy majątkowe prawa autorskie do niego istnieją czy już wygasły. Co za tym idzie, nie trzeba również na egzemplarzach powstałego utworu inspirowanego oznaczać twórców ani tytułów utworów, z których czerpano.

Jakie wobec tego cechy ma utwór zależny? 

W utworze zależnym muszą być rozpoznawalne wątki cudzej twórczości. Utwór powstały niejako na bazie innego jest to utwór zależny, z tym że wystarczającym jest aby rozpoznawalny był chociażby fragment, nie cała kompozycja. Zatem wykonując kolaż, w którym jednym z elementów jest cudze zdjęcie albo kolorując zdjęcia pierwotnie wykonane w technice czarno – białej tworzymy dzieło zależne. Co istotne – tak samo jak przy utworze, wkład własny w stworzenie takiej fotografii zależnej również musi być twórczy. 

Ochrona prawnoautorska tak powstałej fotografii nie różni się w zasadzie od ochrony dzieła pierwotnego – również przysługują Tobie jako twórcy prawa majątkowe i osobiste, a także występują w stosunku do takiego zdjęcia ograniczenia wynikające z przepisów o dozwolonym użytku. Co ciekawe, ochrona prawnoautorska dzieła zależnego powstanie bez względu na to, czy jej twórca uzyskał zgodę autora dzieła macierzystego.

Pamiętaj jednak, że jeśli przywłaszczysz sobie autorstwo do całego utworu, możesz narazić się na zarzut plagiatu. 

Różnica?

Zasadniczą różnicą pomiędzy tymi kategoriami utworów jest konieczność uzyskania zgody twórcy dzieła macierzystego (oczywiście o ile prawa autorskiego do niego nie wygasły) jeśli chcesz powstałą w ten sposób fotografią rozporządzać i korzystać z niej. Jest to zgoda konieczna – w przeciwnym wypadku dojdzie do naruszenia praw autorskich. Zazwyczaj dochodzi do uregulowania tej kwestii w drodze umowy.

Oczywiście, jeśli interesują Cię definicje legalne takie odnajdziesz w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych, a jest to art. 2 tej ustawy, który brzmi następująco:

„1. Opracowanie cudzego utworu, w szczególności tłumaczenie, przeróbka, adaptacja, jest przedmiotem prawa autorskiego bez uszczerbku dla prawa do utworu pierwotnego.

2. Rozporządzanie i korzystanie z opracowania zależy od zezwolenia twórcy utworu pierwotnego (prawo zależne), chyba że autorskie prawa majątkowe do utworu pierwotnego wygasły. W przypadku baz danych spełniających cechy utworu zezwolenie twórcy jest konieczne także na sporządzenie opracowania.

3. Twórca utworu pierwotnego może cofnąć zezwolenie, jeżeli w ciągu pięciu lat od jego udzielenia opracowanie nie zostało rozpowszechnione. Wypłacone twórcy wynagrodzenie nie podlega zwrotowi.

4. Za opracowanie nie uważa się utworu, który powstał w wyniku inspiracji cudzym utworem.

5. Na egzemplarzach opracowania należy wymienić twórcę i tytuł utworu pierwotnego.”

Ok, mamy za sobą teorię, teraz przyjrzyjmy się przykładom fotografii inspirowanych i zależnych. 

Ryszard Markiewicz w książce „Zabawy z prawem autorskim” w sposób dosłownie obrazowy tłumaczy m.in. różnicę między utworami inspirowanymi a zależnymi. Jest to jedna z nielicznych książek prawniczych z „obrazkami”, czyta się ją przyjemne, więc jeśli chcesz zgłębiać tajemnice prawa autorskiego dotyczącego fotografii (poświęcony jest temu obszerny rozdział) to zachęcam do sięgnięcia po tę książkę albo do śledzenia mojego bloga 🙂 

Ale ad rem. I tak np. :

  1. zachodząca relacja pomiędzy obrazem Pabla Picassa Les Demoiselles d’Avignon, obrazem Roberta Colesscotta Les Demoiselles d’Alabama oraz fotografią autorstwa Jaimie Warren’a Autoportret to inspiracja w czystej postaci.
  2. fotografie przedstawiające biznesmena stojącego na krawędzi drapacza chmur (sprawa Kaplan v. Stock Market Photo Agency) to inspiracja, a głównym argumentem jest – idea, pomysł są poza ochroną.
  3. okładka płyty Beatlesów Abbey Road oraz reklama wzorów Kinder Aggugini dla sklepów Macy to inspiracja, dlatego że doszło do wykorzystania jedynie nietwórczych elementów okładki.
  4. słynne orzeczenie sądu angielskiego w sprawie Temple Island v. New English dotyczące czerwonego autobusu. Tutaj sąd stwierdził, że doszło do naruszenia praw autorskich i jest to orzeczenie kontrowersyjne, ponieważ zmierza ku temu, że ochronie podlega również pomysł. 
  5. grafika Thierry’ego Guetta w stosunku do fotografii przedstawiającej Jimiego Hendrixa autorstwa Jima Marshalla jest utworem zależnym. Z fotografii przejęto zarysy postaci i ich układ, gesty oraz mimikę, a zmieniono tło, cieniowanie i kolorystykę. 

Zdaję sobie sprawę, że powyższe przykłady powinny być zobrazowane, jednakże musiałabym zamieścić w tym wpisie co najmniej 12 fotografii, a mam bardzo słaby zasięg 🙁 A poza tym ocierałabym się już o prawo cytatu, które omówię w kolejnych wpisach:)

Odsyłam zatem ciekawskich do wyszukiwarki, bądź zapoznania się ze wspomnianymi sprawami, które podlinkuję od razu po powrocie z urlopu.

Tak na marginesie, szkoda, że polskie sądy w sprawach o naruszenie praw autorskich dotyczących fotografii w uzasadnieniach wyroków nie zamieszczają spornych zdjęć, co jest powszechne np. w Stanach Zjednoczonych. Znacznie ubarwiłoby to zapoznawanie się z obszernymi uzasadnieniami, nie sądzisz? 

Pozdrawiam Cię z pięknego Podlasia 🙂

 

Czy ktoś z Was prowadzi bloga? Pamiętacie swoje początki? Ja jestem na takim właśnie etapie i póki co towarzyszy mi związany z tym niegasnący entuzjazm. 

Z mojego bardzo krótkiego podsumowania bloga wynika, że najpopularniejszym wpisem jest ten o współautorstwie, na drugim miejscu jest zakładka „o mnie”, co właściwie nie dziwi, bo z reguły lubimy wiedzieć, z kim mamy do czynienia, a na trzecim miejscu jest wpis omawiający korzystny dla fotografa wyrok zasądzający bardzo przyzwoitą kwotę zadośćuczynienia i odszkodowania.

Już w ciągu tych niespełna trzech tygodni życia bloga zostałam kilka razy miło zaskoczona. Pierwszy raz, gdy zauważyłam, że pojawili się pierwsi subskrybenci, za co bardzo dziękuję. Drugi raz, gdy mojego bloga poleciła na jednej z facebookowych grup zupełnie nieznana mi osoba, która jak się w późniejszej rozmowie okazało też jest prawniczką – blogerką i w tym miejscu ją serdecznie pozdrawiam. A trzeci raz gdy pod wpisami pojawiły się pierwsze komentarze, za co również dziękuję.

To zerkanie co jakiś czas na rosnący słupek wejść na stronę to naprawdę bardzo fajne uczucie, chociaż trochę przypomina mi się wtedy mój przyjaciel, który lubił sobie popatrzeć jak „lecą kilobajty” gdy ściągał coś z internetu 🙂 Tak czy inaczej, już po tak krótkim czasie wiem, że podjęłam dobrą decyzję. Będę pisać, bo lubię to robić i znalazła się chociaż garstka osób, które chcą to czytać 🙂 Pozdrawiam!

Sąd Apelacyjny w Łodzi stanął murem za fotografką, której zdjęcia bez żadnej zgody wykorzystała pewna gazeta. Fotografka wygrała wszystko. W dobie powszechnego wykorzystywania zdjęć bez zgody autorów to jeden z najważniejszych wyroków, jakie zapadły w ostatnim czasie w Polsce.

Stan faktyczny przedstawiał się następująco: pewna gazeta rozpowszechniła w swoim wydaniu internetowym oraz drukowanym artystyczne zdjęcie Ryszarda Kapuścińskiego, autorstwa pewnej fotografki. Gazeta jednak nie oznaczyła ani autora zdjęcia, ani źródła. W dobie Internetu szybko odnalazła się jednak autorka dzieła i wniosła sprawę o ochronę praw autorskich, którą wygrała.

Sąd przy tym pogroził gazecie palcem, bo nie dość, że wytknął brak profesjonalizmu to jeszcze zasądził na rzecz artystki całkiem przyzwoitą kwotę zadośćuczynienia oraz odszkodowania, o czym dalej.

Sąd wskazał na wynikające z art. 8 ust. 2 prawa autorskiego domniemanie, że

„twórcą jest osoba, której nazwisko w tym charakterze uwidoczniono na egzemplarzach utworu lub której autorstwo podano do publicznej wiadomości w jakikolwiek inny sposób w związku z rozpowszechnianiem utworu”.

Egzemplarzem zatem jest nie tylko fizyczna kopia utworu, lecz również ta udostępniona publicznie w postaci elektronicznej. Domniemanie autorstwa artystki wynikało zatem z podanego przez nią adresu jej strony internetowej, na której prezentowała swoje fotografie oraz zamieszczała informacje o prawach autorskich oraz cenniku za udzielenie licencji.

Nie miało natomiast znaczenia to, w jaki sposób dokonujący naruszenia wszedł w posiadanie utworu, ani to, że utwór krążył po Internecie, a jego właścicielka nie przeciwdziała publicznej eksploatacji swojego dzieła. Dokonywanie przez kogoś innego naruszeń nie może stanowić usprawiedliwienia dla naruszeń dokonanych przez gazetę.

Poza tym, trzeba pamiętać o obowiązkach ciążących na wydawcy. Na mocy art. 38 ust. 1 w zw. z art. 12 ust. 1 pkt.1 ustawy Prawo prasowe jest on zobowiązany do zachowania szczególnej staranności przy opracowywaniu materiałów prasowych. Gazeta nie mogąc ustalić czy i komu przysługują prawa autorskie do fotografii, powinna zrezygnować z jej publikacji, a nie zakładać, że „jakoś to będzie”. Tym bardziej, że ustalenie tych praw nie było specjalnie trudne. Takie zachowanie dało podstawy do przyjęcia, że wydawca naruszył osobiste i majątkowe prawa autorskie artystki.

Przejdźmy teraz do wyceny szkody i krzywdy, jaką poniosła fotograf. Dochodziła ona zarówno zadośćuczynienia (rekompensata krzywdy niemajątkowej), jak i odszkodowania (rekompensata szkody majątkowej). Oba te roszczenia zostały przez sąd uznane, a sąd odwoławczy nawet dorzucił kilka groszy więcej.

Przy wyliczeniu – po pierwsze, uwzględniono pole eksploatacji, a to było szerokie. Zdjęcie wykorzystane w Internecie mogło mieć nieograniczony krąg odbiorców. Po drugie, bez wpływu na wysokość roszczeń była okoliczność, że gazeta po wezwaniu do zaprzestania naruszania praw autorskich usunęła zdjęcie (jakiejś specjalnej łaski bowiem przy tym nie robiła).

Trzeba mieć świadomość, że jeżeli ktoś nie ujawnia naszego autorstwa dzieła, a następnie je rozpowszechnia, to z całą pewnością można uznać, że jako autorzy zostajemy skrzywdzeni. Za zerwanie tej szczególnej więzi autora z dziełem należy się mu zadośćuczynienie, które co do zasady ma pełnić dwie, bardzo ważne funkcje. Pierwsza – kompensacyjna, czyli ma stanowić ekwiwalent poniesionej szkody niemajątkowej oraz stanowić dla nas odczuwalną wartość ekonomiczną (ale nie wygórowaną). Druga – prewencyjna, co oznacza, że wysokość zasądzonego zadośćuczynienia nie może być dla osoby odpowiedzialnej tylko symboliczna, czyli po prostu zbyt niska, dlatego że ma ona za zadanie zapobiec dokonywaniu podobnych naruszeń dóbr osobistych przez wydawcę w przyszłości. Sąd przyjął tutaj, że kwota 6.000 zł będzie spełniała obie te funkcje.

Przechodząc zaś do odszkodowania, sąd odwoławczy poruszył bardzo ciekawą kwestię. Sąd I instancji ustalając wysokość należnego fotograf odszkodowania z tytułu naruszenia jej autorskich praw majątkowych odwołał się do cennika stawek minimalnych honorariów autorskich z Tabeli Wynagrodzeń Związku Polskich Artystów Fotografików oraz treści art. 108 ust. 3 i 109 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Przepisy te zostały uchylone z dniem 21 października 2010 roku i obecnie materię te reguluje przepis art. 110.16 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, zgodnie z którym

„stawki określone w zatwierdzonych tabelach wynagrodzeń stosuje się w umowach, których stroną jest organizacja zbiorowego zarządzania, z tym że postanowienia umowne określające wynagrodzenie mniej korzystne dla twórców oraz uprawnionych z tytułu praw pokrewnych, niż wynikałoby to z zatwierdzonych tabel wynagrodzeń, są nieważne, a ich miejsce zajmują odpowiednie postanowienia tych tabel.”

Co to oznacza? Sąd nie powinien zastosować stawki minimalnego honorarium autorskiego z Tabeli Wynagrodzeń Polskich Artystów Fotografików, a wysokość odszkodowania powinien ustalić na podstawie wynagrodzenia, które otrzymałaby autorka, gdyby osoba, która naruszyła jej prawa majątkowe, zawarła z nią umowę o korzystanie z utworu w zakresie dokonanego naruszenia. Ponadto, sąd wskazał, że podane w Tabeli Wynagrodzeń Związku Polskich Artystów Fotografików stawki wynagrodzenia nie wyznaczają wysokości honorarium za konkretne dzieło fotograficzne, skoro o honorarium tym decydują walory artystyczne utworu, charakter publikacji, w której utwór zostanie zamieszczony, dorobek artystyczny autora zdjęć oraz inne indywidualne okoliczności. W konsekwencji, sąd odwoławczy podwyższył kwotę odszkodowania z 600 zł na 4.600 zł, ustalając ją na podstawie przedstawionych przez artystkę umów dokumentujących osiągane przez nią honoraria, cennika z jej strony internetowej, ale również na podstawie walorów artystycznych dzieła oraz znaczącego dorobku artystycznego fotografki.

Sąd słusznie wskazał, że o cenie i wartości fotografii decyduje nie tylko osoba lub przedmiot na niej przedstawiony, ale przede wszystkim osoba fotografa i wartość artystyczna dzieła.

Prawo do „ojcostwa” utworu oraz powiązane z nim prawo oznaczenia utworu swoim nazwiskiem lub pseudonimem są to najistotniejsze prawa osobiste, jakie zostały przyznane twórcy. Gdy zostaną one naruszone, bez wątpienia artysta powinien dochodzić swoich racji przed sądem.

Dodatkowo, oprócz żądania zaprzestania naruszeń oraz zadośćuczynienia i odszkodowania, może również domagać się oficjalnych przeprosin na łamach gazety, która bezprawnie wykorzystała fotografię jego autorstwa.

Powyższy artykuł mojego autorstwa został opublikowany na Muzyka i Prawo.