Karolina Sawicka

adwokat

Specjalizuję się w sprawach z zakresu prawa autorskiego, ze szczególnym uwzględnieniem prawa fotografii oraz muzyki. Na co dzień prowadzę kancelarię adwokacką na olsztyńskiej Starówce.
[Więcej >>>]

Cytat w fotografii

Karolina Sawicka05 stycznia 20192 komentarze

Na prawo cytatu powołuje się najczęściej ten, któremu zarzuca się naruszenie praw autorskich. Żeby mieć w zanadrzu mocne kontrargumenty niezbędna jest wiedza wykraczająca poza poziom podstawowy. A taki poziom można było osiągnąć po przeczytaniu mojego poprzedniego wpisu Fotografia jako cytat.

Dzisiaj zgłębię temat wnikliwiej i postaram się dostarczyć Ci silnych argumentów. Uwierz mi, że są to informacje, które warto przyswoić.

Prawo cytatu to jedno z podstawowych ograniczeń praw autorskich na rzecz dozwolonego użytku. Z drugiej jednak strony jest to uprawnienie, po które chętnie sięgają twórcy działając w  słusznym przekonaniu, że działalność twórcza nie może odbywać się w próżni i wymaga korzystania z osiągnięć innych.

Tak jak cytowanie w utworach naukowych i literackich nie powinno przysparzać większych trudności, tak w przypadku cytatu plastycznego, w zakresie którego mieści się fotografia, może być bardziej skomplikowane. 

Przesłanki stosowania

Prawo cytatu, zdefiniowane w art. 29 Pr. aut. pozwala na przytaczanie w utworach stanowiących samoistną całość m.in. utworów fotograficznych w ściśle określonym celu takim jak wyjaśnianie, nauczanie, polemika oraz analiza krytyczna lub naukowa. Możliwy jest również cytat uzasadniony prawami gatunku twórczości. 

Te przesłanki muszą wystąpić łącznie. Dodatkowo, koniecznym jest spełnienie obowiązku oznaczenia imienia oraz nazwiska twórcy,  a także podanie źródła utworu. Wszystkie te warunki niejednokrotnie gubią powołujących się na prawo cytatu.  

Samoistna całość i twórczość

Przede wszystkim utwór, w którym cytujemy sam w sobie musi stanowić samoistną całość i musi być twórczy. Oznacza to,  że cytat powinien pozostawać w takiej proporcji do wkładu własnej twórczości, aby nie było wątpliwości, że powstałe własne, niezależne dzieło. Nie będzie więc cytowaniem zwykłe naśladownictwo czy pasożytnicze zapożyczenie (posłużenie się cytatem w celu wykorzystania jego renomy). Bo jeśli brak własnej twórczości to czy istnieje uprawnienie do ograniczania cudzych praw autorskich? 

Rozpowszechnienie

Utwór, który ma posłużyć jako cytat ma być ponadto rozpowszechniony, co jest warunkiem raczej oczywistym, ponieważ fakt, że ktoś znalazł w Internecie zdjęcie oznacza, że pierwotnie ktoś (najczęściej autor) je tam umieścił.

Rozmiar

Znaczenie ma również rozmiar cytowanego utworu. Drobny utwór można przytaczać w całości i niektóre wyroki wskazują, że fotografia może za taki zostać uznana. Większe natomiast utwory powinny pozostawać w takiej proporcji, żeby nie było wątpliwości że mamy do czynienia z nowym dziełem. Jeśli wobec tego magazyn umieszcza na okładce fotografię bez wiedzy i zgody autora i powołuje się następnie na prawo cytatu, należałoby przeprowadzić dowód na to, czy po usunięciu tego zdjęcia z okładki pozostanie na niej coś więcej aniżeli elementy stałe takie jak tytuł, numer itp. Jeśli nie, będzie to przekroczenie prawa do cytatu. 

Oznaczenie autora

Oznaczenie twórcy oraz źródła stanowi conditio sine qua non, czyli warunek konieczny. Co interesujące, dotyczy to także utworów, które zostały opublikowane anonimowo. Twórca ma takie prawo i w żadnym przypadku nie kreuje ono domniemania, że w ten sposób upoważnił on kogokolwiek do przejmowania jego twórczości. Niektórzy, już jako pozwani w procesach o naruszenie praw autorskich, bronią się dość kuriozalnym argumentem, że nieoznaczenie autora było podyktowane chęcią poszanowania jego anonimowości. To myślenie jest błędne. Nawet jeśli chcący skorzystać z danego utworu fotograficznego użył wszelkich możliwych środków i sposobów na ustalenie autora i okazało się to niemożliwe to ewentualnością będzie albo podanie informacji, że cytat pochodzi od anonimowego twórcy albo zwrócenie się do właściwej organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, która do czasu ustalenia twórcy może wykonywać jego prawa autorskie. 

W orzecznictwie polskich sądów powszechnych odnalazłam tylko jeden wyrok, krytykowany zresztą przez specjalistów z zakresu prawa autorskiego, w którym sąd stwierdził, że nieoznaczenie autorstwa nie stoi na przeszkodzie użycia danej fotografii w ramach cytatu. Pozostała większość stoi na słusznym stanowisku, że jest to warunek niezbędny. Jeśli już o orzecznictwie mowa, to znaczna część wyroków w sprawach o naruszenie praw autorskich, w których pozwani ratują się prawem cytatu jest na ich niekorzyść. Wynika to w mojej ocenie z nieświadomości, że cytat aby był cytatem musi spełnić łącznie kilka przesłanek, a najczęściej spełnia jedną, dwie.

Cele cytatu

Dalej, są jeszcze cele cytatu: wyjaśnianie, nauczanie, polemika oraz analiza krytyczna lub naukowa. I w tym przypadku wystarczające jest spełnienie jednego z nich.

Powoływanie się na  analizę krytyczną, w szczególności odnośnie fotografii jest w moim odczuciu często nadużywane. Nie może być tak, że wykorzystuje się zdjęcie pod hasłem analizy krytycznej, a następnie dokonuje się tej analizy pobieżnie poprzez dodanie dwóch, trzech zdań komentarza. Była taka sprawa, zakończona wyrokiem, w której bez zgody autora opublikowano fotografie kilku kobiet należących do zespołu cheerleaderek, a zrobiono to pod szyldem analizy krytycznej i oceny ich aktywności. Sam artykuł zaś okraszono tytułem chcącym wywołać tanią sensację. W tym przypadku nie mogło być mowy o spełnieniu jednego z celów cytatu. 

Wyjaśnianie jako jeden z kolejnych celów musi być wyjaśnianiem cudzej lub własnej twórczości. Ponadto, musi pozostawać w związku funkcjonalnym z utworem. W jednym z wyroków sąd uznał, że umieszczenie zdjęcia przedstawiającego wizerunek reżysera przy informacji o jednym z jego filmów jest nie tylko wyjaśnianiem poprzez uwidocznienie jego wizerunku, ale również nauczaniem poprzez rozpowszechnianie ów wizerunku w kraju i za granicą. Profesor Ryszard Markiewicz zauważa jednak (słusznie zresztą), że do nauczania o filmie nie jest potrzebne pokazywanie twarzy reżysera. Wydaje się wobec tego, że rozumowanie sądu w tym przypadku nie było do końca trafne.

Fotografie reporterskie

Powoływanie się na możliwość wykorzystywania fotografii reporterskich również jest stąpaniem po grząskim gruncie. Fotografiami reporterskimi są te, na których jawi się autentyczny obraz uchwyconego na gorąco momentu, który ma ponadto wywyływać zainteresowanie społeczne. Wówczas faktycznie zdjęcia te korzystają z dobrodziejstwa dozwolonego użytku publicznego, w ramach którego mogą być rozpowszechnione w celach informacyjnych w prasie, radiu i telewizji. 

Inne formy twórczości

Jest jeszcze pastisz, karykatura czy kolaż. Formy, w których często używane są cytaty plastyczne. Jeśli powstający w ramach tych gatunków utwór jest samodzielny a sens cytowanego utworu na tyle zmieniony by można było uznać, że przedstawia indywidualne spojrzenie autora na problematykę zawartą w utworze cytowanym to jest ok.

Zdjęcia z Facebooka

Jeśli chodzi o printscreeny to wykonanie zrzutu z ekranu, wycięcie zdjęcia i wykorzystanie go na swojej stronie internetowej czy blogu jest takim samym naruszeniem praw autorskich jak pobranie zdjęcia bezpośrednio ze strony autora. Zastosowana technika zrzutu ekranu nie uprawnia do powołania się na prawo cytatu. Poświęciłam temu zagadnieniu osobny wpis Prinstcreen to nie cytat. 

Dozwolonym jest jednak udostępnianie fotografii na takich portalach jak np. Facebook poprzez użycie stworzonego na te potrzeby, jak mniemam, przycisku „udostępnij”. Nie będzie prawidłowym pobranie zdjęcia z czyjegoś profilu do pamięci komputera, a następnie opublikowanie go u siebie. Akurat całkiem niedawno zakończyłam sprawę, w której pozwany stał na stanowisku, że pobranie zdjęcia z fanpage’a mojego klienta – fotografa, a następnie umieszczenie go na wszelkich możliwych stronach reklamujących działalność pozwanego jest w porządku, ponieważ galeria miała ustawienia „publiczne”. Myślę jednak, że 99% fotografów ma te galerie publiczne po to, aby potencjalni klienci mogli zapoznawać się z ich twórczością, a nie po to aby ktokolwiek mógł z niej za darmo korzystać 🙂

Mam nadzieję, że udało mi się wyjaśnić sprawę cytowania w fotografii na tyle, że czujesz się w tej kwestii pewniej i na podstawie tego wpisu jesteś w stanie przygotować sobie kilka, mocnych argumentów w rozmowie z osobą, która naruszenie Twoich praw autorskich tłumaczy prawem cytatu. 

Pozdrowienia!

 

Sygnatury wspomnianych spraw: 

  • wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z dnia 10.06.2016 r., sygn. I Aca 275/16 oraz krytyczny komentarz do niego w R. Markiewicz, Fotografia portretowa i prawo cytatu – na marginesie orzeczenia SA w Krakowie z dnia 10 czerwca 2016 r., w: A. Olejniczak, M. Orlicki, J. Pokrzywniak (red.) Z badań nad prawem prywatnym. Księga pamiątkowa dedykowana Profesorowi Andrzejowi Kochowi, Poznań 2017.,
  • wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 26.10.2017 r., sygn. I Aca 1159/16

Prawy Profil w Radiu Olsztyn #2

Karolina Sawicka04 stycznia 2019Komentarze (0)

Dzisiaj ponownie, ale tym razem na żywo, miałam przyjemność wystąpić na antenie Radia Olsztyn. Tematem audycji Bliższe spotkania prowadzonej przez Krzysztofa Kaszubskiego i Izabelę Malewską był:

„Blog – pomysł na biznes czy hobby? O tym opowiadają blogerzy z Warmii i Mazur”. 

Było mi niezmiernie miło i za spotkanie bardzo dziękuję prowadzącym 🙂

A zainteresowanym podrzucam link do artykułu, w którym znajdują się nagrania z dzisiejszej audycji.

P.S. Przepraszam wrażliwych za głupie zdjęcie 🙂

Podsumowanie roku na blogu

Karolina Sawicka25 grudnia 20182 komentarze

Zbliża się Nowy Rok, a to oznacza, że pierwszy pełny rok kalendarzowy prowadzenia bloga za mną, więc lepszej okazji do podsumowania nie znajdę 🙂 

Statystyki bloga potwierdzają to, co na szczęście wiem: najbardziej pracowity i twórczy u mnie okres to zdecydowanie JESIEŃ. To widać w statystykach odwiedzin, chociaż i tak średnia ilość wpisów na miesiąc wynosi dwa – w porywach cztery. Nie za dużo, prawda? Wynika to z tego, że od początku istnienia bloga jestem wierna zasadzie, że piszę tylko wtedy, kiedy mam na to faktyczną ochotę 🙂

Były w ciągu tego roku jednak aż dwa miesiące, kiedy po blogu hulały jedynie kule uschniętych krzaków i trochę zbłąkanych dusz, a był to czas, kiedy na świecie pojawiła się moja córka. Przyniosła nieopisaną radość w naszej rodzinie i spustoszenie w moim życiu zawodowym 🙂 Ta stagnacja trwała jednak na tyle krótko, że bez większych problemów udało mi się wrócić na właściwy, jeszcze bardziej intensywny tor pracy.

To, co mnie cieszy i mobilizuje to fakt, że przybyło w ciągu tego roku ponad 700 obserwujących. To dla mnie bardzo satysfakcjonujący wynik.

Co się działo na blogu w 2018 roku?

Najpopularniejszymi wpisami minionego roku były:

  1. Printscreen to nie cytat,
  2. Okładka Vogue Polska w kontekście prawa autorskiego,
  3. RODO w fotografii,
  4. 5 tys. zł. zadośćuczynienia dla fotografa za niesłuszne zatrzymanie,
  5. Prawo panoramy.

W związku z tym, że blog rozwija się, pojawiło się też i kilka nowych pomysłów i planów na nadchodzący rok:

  1. powstanie kolejny blog, nad którego tematyką jeszcze się waham, ponieważ oba zagadnienia bardzo mnie interesują. Waham się między prawem autorskim w muzyce oraz najciekawszymi sporami o prawa autorskie. Jeśli nie zdecyduję się sama, to na pewno poproszę o Waszą pomoc na fp bloga,
  2. skończę jedną szkołę, a zacznę drugą – żeby być jeszcze mądrzejszą 🙂
  3. dzień przed wigilią rozpoczęłam bardzo ważny dla mnie projekt, którego finał przewiduje właśnie na przyszły rok.

Jest jeszcze kilka spraw, które mam w planach, ale nie mogę o nich publicznie opowiedzieć (ciiii…. konkurencja nie śpi 🙂 )

Na sam koniec, żeby poczuć się jakbym stała na scenie i odbierała nagrodę „Blog Roku 2018”, chciałabym komuś podziękować.

Z motywu przewodniego jego firmy bije do nas hasło „web.lex zmienia świat”. Jednak to nie firma to robi, a on. On zmienia świat. Zmienił mój, zmienił wielu prawnikom, zmienił pewnie paru tysiącom osób, o których nawet nie wie, bo nie miały odwagi lub okazji mu tego powiedzieć.

Przeczytałam jego książkę Pamiętnik Adwokata 2 lata temu. Zaprosiłam go do znajomych na LinkedIn, on do mnie napisał i tak zaczęła się nasza znajomość. Rozmawialiśmy o blogu. Powiedział, że nazwa i temat są świetne i że muszę zrealizować ten pomysł. Można powiedzieć, że otrzymałam takiego bardzo miłego kopa do działania 🙂 Pomyślisz: „a tam, gość jej makaron na uszy nawinął i nic w tym wyjątkowego”. Ale to nie tak. To nie jest jeden z tych wyszkolonych marketingowców, którzy owiną Cię wokół palca, nim zdążysz powiedzieć „dziękuję, nie potrzebuję”. To jest szczery, życzliwy i pomocny facet, który wie co robi i jest w tym doskonały.

Oprócz tego, że miał znakomity wpływ na mój rozwój zawodowy to również i sam jego styl bycia wywarł na mnie pewien wpływ. On zawsze się uśmiecha, zawsze jest cool, zawsze wita się serdecznie i z radością. Pokazał mi, że nie ma co tłumić w sobie tych ponadprzeciętnie pozytywnych emocji tylko dlatego, że tyle szarości wokół nas. Uśmiechajmy się, witajmy się nawet z przesadzonym entuzjazmem i bądźmy dla siebie życzliwi!

Rafał, po prostu dzięki wielkie! 

Kończąc, pozdrawiam Was wszystkich wyjątkowo serdecznie i w nadchodzącym roku życzę Wam sukcesów zawodowych, wytrwałości w dążeniu do celu, radości, zdrowia i spełnienia najśmielszych marzeń!

Karolina 

Umowa o dzieło a faktyczny twórca

Karolina Sawicka12 grudnia 2018Komentarze (0)

Sąd Apelacyjny w Warszawie przypomniał o jednej z podstawowych kwestii w odniesieniu do praw autorskich, na którą i ja przy okazji chciałabym zwrócić Twoją uwagę. Tylko faktyczny twórca może dochodzić roszczeń o naruszenie praw autorskich, a nie ten wskazany w umowie jako jej strona. Niby oczywiste, ale jak się okazało – niekoniecznie, a przecież ustalenie kto ma prawo dochodzenia roszczeń ma znaczenie fundamentalne. Na koniec natomiast – fantastyczna opinia biegłego, które rozgrzeje Twoje emocje 😉

Stan faktyczny przedstawiał się następująco:

Powódka (strona umowy o dzieło) skierowała do sądu pozew przeciwko pewnej spółce (druga strona umowy), w którym domagała się ponad 92.000 zł tytułem odszkodowania oraz zadośćuczynienia za naruszenie praw autorskich do zdjęć.

Spółka zamówiła u doświadczonego fotografa serię zdjęć produktów (ciast), które miały zostać użyte w ulotkach i plakatach reklamowych. Wynagrodzenie zostało ustalone w wysokości 400 zł za wykorzystanie jednego zdjęcia. Następnie odbyło się kilka sesji, podczas których obecna była również partnerka fotografa. Pomagała przy sesji np. poprzez przytrzymywanie jakiegoś przedmiotu, aby nie odbijał się od światła.

Całą aranżacją natomiast zajmowała się osoba z ramienia spółki tj. przywoziła do studia fotograficznego bazy ciast i składniki do dekoracji. Na miejscu przybierała ciasta, aranżowała poprzez ustawienie na różnych talerzykach, dodawanie rekwizytów itd. Zrobiono wiele ujęć tej samej kompozycji, zmieniając oświetlenie, zbliżenie, perspektywę a niekiedy całą aranżację.

Problem pojawił się, gdy fotograf nie chciał podpisać rachunku za wykonaną usługę tłumacząc, że ma do zapłacenia zaległe alimenty i generalnie „siedzi na nim komornik”. Poprosił wówczas panią prezes spółki, aby umowa została sporządzona na jego partnerkę. Ta zgodziła się i umowa została podpisana z partnerką fotografa, która również złożyła podpis na wystawionym rachunku.

Później odbyło się jeszcze kilka sesji fotograficznych, podczas których zdjęcia wykonywał fotograf, ale honorarium otrzymywała formalnie jego partnerka. Łącznie sesji było pięć, z których fotograf przekazał spółce 186 sztuk zdjęć. Następnie na dłuższy czas wyjechał, a wkrótce po tym spółka zaczęła wykorzystywać 13 zdjęć nie objętych umową, za które nie rozliczyła się.

Niedługo potem partnerka fotografa udała się do prezes spółki wnosząc o podpisanie odpowiedniej umowy na te zdjęcia, jednak doszło do niemiłej wymiany zdań i w konsekwencji panie podpisały umowę na tylko jedno zdjęcie. Później partnerka fotografa jeszcze próbowała porozumieć się z prezes spółki, lecz ta nie życzyła już sobie dalszego kontaktu.

Od słowa do słowa – pismo z żądaniem zawarcia umowy, wezwanie do zapłaty, pozew do sądu…

Przesłuchano szereg świadków, powołano biegłego i powództwo oddalono. Apelację również.

Ciekawych jest jednak kilka aspektów. 

Po pierwsze, sąd wskazał, że

„roszczenia z art. 78 ust. 1 art. 79 ust. 1  przysługują wyłącznie twórcy fotografii, a więc warunkiem koniecznym dla skutecznego dochodzenia tych roszczeń jest udowodnienie przez osobę żądającą ochrony prawnej, że jest ona twórcą konkretnego dzieła. Przy czym w niniejszej sprawie nie znajdzie zastosowania art. 8 ust. 2 powołanej ustawy, zgodnie z którym domniemywa się, że twórcą jest osoba, której nazwisko w tym charakterze uwidoczniono na egzemplarzach utworu lub której autorstwo podano do publicznej wiadomości w jakikolwiek inny sposób w związku z rozpowszechnianiem utworu. Dane powódki nie zostały bowiem nigdzie uwidocznione. Z samego faktu niekwestionowania przez stronę pozwaną zawarcia z nią dwóch umów nie wynika, że jest ona twórcą spornych zdjęć.”

Po drugie, sąd stwierdził, że sporne fotografie stanowią w istocie dwa odrębne dzieła. Pierwszym z nich jest artystyczna aranżacja kompozycji ciast, a drugim samo wykonanie zdjęcia tej kompozycji. Twórczej działalności fotografa sąd dopatrzył się w oświetleniu, decyzji co będzie na pierwszym planie, wyboru kąta ustawienia, ostrości, perspektywy oraz samego planu zdjęcia. Zdaniem sądu nie zachodziła tutaj sytuacja opisywana przeze mnie w tym wpisie >> tj. taka, w której odmówiono przyznania statusu współtwórcy osobie wykonującej jedynie czynności techniczne obsługi sprzętu fotograficznego.

Najbardziej jednak interesujące są dla mnie konkluzje biegłego powołanego w sprawie. Sporządzona przez niego opinia nie miała w zasadzie żadnego znaczenia dla rozstrzygnięcia, ponieważ sąd uznał, że powództwo podlegało oddaleniu co do zasady (co oznacza, że uprawnienie, z którego wywodziło się roszczenie w ogóle danej osobie nie przysługiwało), ale i tak warto jest wzmiankowania. Otóż ten biegły, zajął się ustaleniem wynagrodzenia należnego dla fotografa. Stwierdził, że nie szkodzi, że strony najpierw ustnie, a następnie pisemnie ustaliły wynagrodzenie w kwocie 400 zł za jedno zdjęcie, bowiem według biegłego wynagrodzenie to powinno wynosić 200 zł. Dlaczego? A to dlatego, że wkład fotografa w te zdjęcia wynosił około połowy, bo to inna osoba była autorem fotografowanych kompozycji, a poza tym wedle jego wiedzy na takim poziomie jest obecnie stawka rynkowa za tego typu zdjęcia.

Wnosiłabym zastrzeżenia do tej opinii jak złoto. Dlatego m.in., że wysokość odszkodowania ustala się na podstawie wynagrodzenia, które otrzymałby autor gdyby podmiot, który naruszył jego prawa majątkowe zawarł z nim umowę o korzystanie z utworu w zakresie dokonanego naruszenia, a nie na podstawie stawek rynkowych (i to potwierdzał już nie jeden sąd). Poza tym niejasne jest kryterium, według którego biegły ocenił, że wkład fotografa w efekt finalny zdjęcia wynosi połowę. I tak właściwie, skoro sąd stwierdza, że jedno zdjęcie to dwa dzieła (aranżacja i fotografia per se) to dlaczego za jedno z tych dzieł wynagrodzenie dla twórcy ma wynosić połowę?

Ciekawe, że zaczęłam pisać o tym wyroku, bo chciałam zwrócić Twoją uwagę na faktycznego twórcę fotografii, a czytając uzasadnienie znalazłam taki kwiatuszek 😀 W moich sprawach o naruszenie praw autorskich póki co obyło się bez biegłych, ale pojawiali się w innych i wierz mi, że czasami polemika z ich opiniami jest super trudna. Dzieje się tak dlatego, że niektóre sądy uznają treść opinii biegłego za prawdę objawioną, z którą nie można się nie zgodzić. I zaczyna się cała zabawa – zastrzeżenia do opinii, wniosek o złożenie ustnej opinii uzupełniającej (czyli przesłuchanie biegłego na rozprawie), wniosek o innego biegłego… Cóż, ja staram się zawierać ugody – krócej, taniej i mniej nerwowo. Chociaż być może z tym „krócej” trochę się zagalopowałam, bo w jednej ze spraw składałam pozew w imieniu fotografa w czerwcu tamtego roku, a dopiero wczoraj otrzymałam telefon od przemiłej (bez ironii) pani mediator… No nic, wkrótce opiszę jedną ze spraw, którą udało mi się zakończyć, bo na tę z postępowaniem mediacyjnym w tle nie liczę zbyt szybko 🙂

Pozdrawiam!

Blogi prawnicze, które musisz poznać!

Karolina Sawicka06 grudnia 20184 komentarze

Zdaję sobie sprawę, że pierwszym kołem ratunkowym, którego chwyta się niemal każdy stający przed zagwozdką prawną jest Internet. I jest to jak najbardziej w porządku, jeśli znamy pewne merytorycznie źródła. Wszak mnóstwo jest informacji wprowadzających w błąd lub wywołujących jeszcze większą konsternację czytelnika. A kto może polecić dobry blog prawniczy jak nie prawnik? 🙂 Dzisiaj chciałabym więc wskazać Ci kilka blogów o tematyce prawniczej, które mogą Ciebie zainteresować, a do których ja sama zaglądam i mam co do nich pewność, że merytorycznie są na najwyższym poziomie. 

  1. Pierwszy z nich to bardzo dobry blog o opodatkowaniu działalności kulturalnej Kulturalnie o podatkach. Prowadzony jest przez doradcę podatkowego z MVP Tax Wojtka Pietrasiewicza. Z jednej z naszych rozmów powstał wpis Podatki w pracy fotografa. Z czystym sumieniem polecam tego bloga, sama nieraz tam zaglądałam, kiedy mój tok rozumowania odbijał się od dna pustym echem 🙂
  2. Kolejnym jest blog Przepis na gastronomię prowadzony przez adwokata Martę Kosecką. Marta ma swobodny język, łatwość w przekazywaniu informacji i z jej bloga dowiesz się na prawdę wiele na temat prowadzenia działalności gastronomicznej, ale i nie tylko. Marta również napisała kilka uwag na temat tego słynnego już chyba pisma z urzędu skarbowego w Rypinie, które wzbudziło falę oburzenia nie tylko wśród fotografów ale też wśród wszystkich innych zaangażowanych w organizację wesel. A jeśli Twój talent artysty ujawnia się również w kuchni to może zainteresować Cię wpis o domowej cukierni 🙂
  3. Nierzadko pojawiasz się także w trudnej roli wierzyciela, który jedyne czego chce to odzyskać swoje. Być może już wiesz, że bywa to trudne, a na pewno możliwości dochodzenia swoich roszczeń jest wiele. Są te łatwiejsze, krótsze i tańsze, ale należy spełnić kilka przesłanek, aby móc z nich korzystać. Nie wiesz o czym mówię? Zajrzyj na bloga Po stronie wierzyciela prowadzonego przez radcę prawnego Leszka Blocha. Nie dość, że wiedza Leszka na ten temat jest rozległa to dodatkowo jest on tak przemiłym facetem, że współpraca z nim (a mieliśmy okazję) to sama przyjemność 🙂
  4. Interesującym miejscem w odmętach Internetu jest również blog Naruszenie dóbr osobistych i zniesławienie prowadzony przez adwokata Agnieszkę Wernik. Agnieszka porusza tam tematy niekiedy związane i z Twoją działalnością, więc warto tam zajrzeć. To czym mi osobiście ujmuje autorka tego bloga jest fakt, że na bieżąco opisuje wszystkie warte odnotowania newsy (chapeau bas, bo mi zawsze coś umyka…:/) Znajdziesz tam więc ciekawą „rozkminkę” prawną na temat sprawy Jurka Owsiaka vs Pawłowicz czy sformułowania „zdradzieckich mord”. A tu link do absolutnego hituwyrok przyznający zadośćuczynienie dla pary młodej od fotografa za naruszenie ich prawa do godnego przeżywania wesela 🙂 

Tyle na dziś! Proszę odnotuj powyższe 🙂 Mam nadzieję, że informacje z tych blogów będą dla Ciebie źródłem fachowej wiedzy. 

Pozdrowienia!