Karolina Sawicka

adwokat

Specjalizuję się w sprawach z zakresu prawa autorskiego, ze szczególnym uwzględnieniem prawa fotografii oraz muzyki. Na co dzień prowadzę kancelarię adwokacką na olsztyńskiej Starówce.
[Więcej >>>]

Packshoty to nie utwory

Karolina Sawicka27 marca 2019Komentarze (0)

Aby fotografia korzystała z ochrony prawnoautorskiej powinna zostać uznana za utwór. O tym, kiedy można mówić o zdjęciu jako utworze dowiesz się z tego wpisu. Dzisiaj pod lupę biorę wyrok, w którym sąd stwierdza, że tzw. packshoty to nie utwory, a co za tym idzie – nie korzystają z ochrony prawnoautorskiej. Tym razem więc fotograf wrócił z sądu na tarczy. 

Stan faktyczny sprawy jest dość skomplikowany i na potrzeby tego wpisu skupię się tylko na kwestii uznania spornych fotografii za utwory. A właściwie braku tego uznania. Zdjęcia przedstawiały ułożone na płasko na białym tle bluzy określonej marki. Dlaczego sąd odmówił ochrony prawnoautorskiej tym zdjęciom?

Sąd powołał biegłego z zakresu praw własności intelektualnej i przyjął jego opinię za słuszną. Biegły stwierdził, że zdjęcia mają jedynie charakter dokumentacyjny, a ich przeznaczeniem było przedstawienie rzeczywistego, obiektywnego wyglądu przedmiotów – bluz.

W opinii biegłego specyfika tworzenia fotografii typu packshot nie dostarcza przesłanek do ich indywidualnego charakteru (a taki m.in. musi zaistnieć, aby można było uznać zdjęcie za utwór). Sąd zgodził się z biegłym i stwierdził, że:

„Termin „packshot” odnosi się do fotografii pojedynczego obiektu (najczęściej produktu) lub jego ruchomej interaktywnej prezentacji, wykonanej w celu jak najlepszego odwzorowania jego cech.

Tworzenie tego typu fotografii produktowych odbywa się w stałych warunkach oświetleniowych (co determinuje stałe parametry ekspozycji), nierzadko bez ingerencji w położenie narzędzia rejestracji obrazu (aparat znajduje się na statywie). W trakcie tworzenia serii fotografii, osoba wykonująca zdjęcia przygotowuje wyłącznie kolejne produkty, a proces twórczy ograniczony jest do mechanicznej rejestracji (wciśnięcia spustu migawki).”

Wszystkie zdjęcia zostały wykonane przez fotografa aparatem cyfrowym z obiektywem 85 mm, przy niezmienionej długości ogniskowej obiektywu. Niezmieniona była również koncepcja fotografowania, ułożenia, kadrowania, oświetlenia, a także końcowy efekt ich opracowania.

Biegły stwierdził, że

„Ustawienie głębi ostrości i perspektywy nie było czynnikiem indywidualizującym, a wynikało z wymogów warsztatowych niezbędnych do otrzymania zdjęcia, prawidłowego pod względem ostrości i pokazującego rzeczywisty wygląd przedmiotów. Nie były stosowane efekty specjalne, a fotografiom nie zostały nadane cechy mogące świadczyć o ich wyjątkowym, indywidualnym charakterze.

Wykonanie obróbki graficznej w postaci wyeliminowania zabrudzeń tła również nie nadawało zdjęciom indywidualnego charakteru, bo jest standardową czynnością wchodzącą w podstawowy zakres prac fotografa.

Czy ten wyrok jest Twoim zdaniem słuszny? Jak zawsze staję po Twojej stronie, ale zdaje się, że tym razem odmowa uznania tego typu fotografii za utwory była prawidłowa. Trudno jest dojrzeć w opisywanych zdjęciach element twórczości i indywidualny charakter. 

Oczywiście jedna fotografia produktowa innej nie równa. Packshoty mogą charakteryzować się wysokim kunsztem artystycznym, a myślę tu o zdjęciach biżuterii na przykład. Dlatego tak ważna jest umiejętność (lub chociaż próba) wykrycia cech twórczych oraz indywidualnego charakteru twórcy w danym zdjęciu…

Stay tuned, będę jeszcze do tematu wracać 🙂

A jeśli interesuje Cię całość uzasadnienia wyroku, to tutaj możesz się z nim zapoznać.

Tyle na dziś, pozdrowienia!

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 889 010 608e-mail: kontakt@adw.olsztyn.pl

Parę dni temu w Internecie krążyła wiadomość o restrykcyjnych zasadach fotografowania w Vessel – nowej atrakcji Nowego Jorku. Zdaje się jednak, że regulamin został zmieniony, choć nadal nie jest idealny. 

Pierwotnie w regulaminie znalazł się zapis mówiący o tym, że fotografując na terenie obiektu przenosisz prawa autorskie na Vessel. Właściciel obiektu mógł zdjęciami swobodnie dysponować, a nawet przekazywać do celów komercyjnych podmiotom trzecim. Przyznasz,  że to trochę przesada – zwłaszcza, że niewielki ułamek czyta regulaminy.

Te zapisy zostały jednak zmienione i teraz moim zdaniem naruszają  z kolei prawa do wizerunku 🙂 Poczytajcie w wersji angielskiej:

7. NOTICE OF FILMING OR RECORDING. I understand that I may be photographed, filmed, or otherwise recorded at the Vessel. I agree that all photographs, audio recordings, and video footage taken of me while at the Vessel, and any derivative works (“Recordings”), will be the sole property of Company. As the owner of the Recordings, Company has the unconditional, irrevocable right (exercisable by Company or by third parties on Company’s behalf) to reproduce, display and use the Recordings, including for advertising, marketing and promotional purposes, in all media and formats, whether now known or later developed. I further authorize Company to store the Recordings on a database and transfer the Recording to third parties in conjunction with security and marketing procedures undertaken by Company.

Mamy jeszcze zapis o wrzucaniu zdjęć do social media, który mówi o tym, że owszem – zdjęcia są Twoje, ale my możemy z nich korzystać. Proszę oto zapis z regulaminu:

8. MY SOCIAL MEDIA POSTS. As between me and Company, I retain ownership of any photographs, text, audio recordings or video footage depicting or relating to the Vessel that I may create (the “Vessel Media”), unless otherwise agreed by me and Company. If I post any Vessel Content to any social media channel, I hereby grant to Company and its affiliates the right to re-post, share, publish, promote and distribute the Vessel Media via such social media channel and via websites associated with the Vessel or Hudson Yards (including my name, voice and likeness and any other aspects of my persona as depicted in the Vessel Media), in perpetuity. I understand that I will not be entitled to any compensation from the Company, its affiliates or their respective vendors in connection with the same.

Z całością regulaminu możecie zapoznać się klikając o tu.

Zamieszczam tę informację z dwóch powodów:

  1. chciałabym, abyś był/a na bieżąco,
  2. chciałabym poznać Twoje zdanie – co myślisz o takich restrykcjach? Czy z punktu widzenia architekta takie zapisy uznałbyś/uznałabyś na słuszne?

Pozdrowienia w ten wczesny wtorkowy poranek!

Photo – autor: Epicgenius, CC BY-SA-4.0.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 889 010 608e-mail: kontakt@adw.olsztyn.pl

Wykorzystanie wizerunku

Karolina Sawicka12 marca 20192 komentarze

Dzisiaj wraz z adwokatem Bartoszem Gajkiem, autorem bloga Na Ratunek Kreatywnym, rozkładamy na łopatki bardzo fajny wyrok, który dotyczył wykorzystania wizerunku całkiem popularnej kilka lat temu osoby. Pojawia się w wyroku wątek agencji reklamowej, ale analizą tych zagadnień będzie zajmował się właśnie Bartek, bo wie lepiej 🙂

Bartosz Gajek: I nie zapominajmy, że w sprawie przewija się również postać fotografa 🙂

Karolina: zacznijmy może od początku czyli od tego o co było to całe zamieszanie. Otóż Pani powódka kryjąca się za literami A.H. pozwała pewnego przedsiębiorcę za to, że… bezprawnie nadrukował jej wizerunek na produkty z porcelany. Ile domagała się nasza bohaterka?

Bartosz: Symboliczne 600.000 zł. I nie piszę tutaj z przekąsem, bo A.H. podała, że jako modelki współpracującej z wieloma agencjami jej wizerunek wyceniono na kwotę od 100.000 zł do 150.000. Euro!

Karolina: A sprawa zaczęła się tak niewinnie. Przedsiębiorca udał się do agencji reklamowej, gdzie nabył sztuk jeden fotografię A.H, którą zeskanował i nadrukował na produktach porcelanowych i drobnych upominkach. Skanowanie zdjęć może teraz trochę dziwić, ale sprawa zaczęła się w 2005 r.

Bartosz: Tutaj też pojawia się pierwszy problem: agencja reklamowa nie miała zgody A.H. na rozpowszechnianie jej wizerunku. Pan przedsiębiorca nabył więc fotografię bez prawa do jej wykorzystania.  A że Pan kupił to też i od razu zaczął to zdjęcie wykorzystywać do tego o czym wspomniałaś czyli do umieszczania wizerunku A.H. na produktach. I co najciekawsze: przez dwa lata uchodziło mu to na sucho!

Karolina: tylko dlatego, że A.H. o niczym nie wiedziała 🙂 Ale to miało się niedługo zmienić, bo w 2007 r. Pan przedsiębiorca skontaktował się z fotografem, który wykonał zdjęcie A.H. Biznes musiał najwyraźniej dobrze iść, bo nasz pozwany chciał kupić więcej zdjęć na cele związane z kampanią reklamową. Co prawda fotografowi udało się sprzedać jeszcze cztery zdjęcia przedstawiające A.H., ale przedsiębiorca nie był zadowolony. Rozwiązaniem miało być zaproszenie A.H. do firmy i zaproponowanie jej udziału w sesji zdjęciowej.

Bartosz: Do tego spotkania doszło, a jego przebieg był naprawdę kuriozalny. Otóż przedsiębiorca pokazywał A.H. różne produkty z jej wizerunkiem będąc najwyraźniej przekonanym, że wszystko co do tej pory robił było legalne. A nasza modelka? Oglądała te produkty będąc przekonana, że to „prototypy” produktów które dopiero wejdą do produkcji…jeżeli oczywiście użyczy swojego wizerunku. Spotkanie zakończyło się jednak bez konkretnych ustaleń, a A.H. dostała kilka upominków ze swoim zdjęciem.

Karolina: To musiało być pierwsze i ostatnie spotkanie, które odbyło się w tak miłej atmosferze, bo kilka miesięcy później przedsiębiorca otrzymał wezwanie do zapłaty i zaprzestania naruszeń. A potem pojawił się pozew i wyrok. Co najbardziej zaciekawiło Cię w rozstrzygnięciu?

Bartosz: Bez dwóch zdań podstawa prawna zasądzonego odszkodowania. Każdy spodziewałby się, że naruszenie prawa do wizerunku to „klasyczne” prawo autorskie. A tu nie. Wszystko owszem oparło się o wizerunek, ale zastosowane zostały przepisy o ochronie dóbr osobistych. Pani A.H. musiała zatem wykazać szkodę, aby otrzymać jakiekolwiek pieniądze. Pewnie zwróciłaś uwagę jak ta szkoda została obliczona.

Karolina: Nasza powódka argumentowała, że jej szkodą jest wynagrodzenie którego nie otrzymała, a powinna była otrzymać, gdyby pozwany przedsiębiorca zawarł z nią umowę i zapłacił jej odpowiednią stawkę za korzystanie z jej wizerunku.

Bartosz: No właśnie, odpowiednia stawka czyli jaka?

Karolina: To pytanie do biegłego i taki też w sprawie występował 🙂 Poczyniono tutaj bardzo logiczne założenie: powódka była modelką i występowała w wielu kampaniach reklamowych. Ponadto to w latach 2004-2005 jej postać była przedmiotem zainteresowania mediów. Wniosek? Jej wizerunek ma wartość, bo wiąże się z nim określona renoma i rozpoznawalność. A skoro ktoś z tego wizerunku skorzystał to modelka poniosła szkodę, bo na tym nie zarobiła. A powinna była!

Bartosz: Powiedz jeszcze jak biegły określił wartość tego wizerunku, bo to naprawdę masterszyk 🙂

Karolina: Faktycznie zadanie miał niełatwe. Biegły powołał się na „skalę ekspozycji wizerunku powódki w czasopismach”. To znaczy porównał Panią A.H. do innych osób podobnie eksponowanych w prasie, a następnie metodami statystycznymi wyliczył, że powódka w 2005 r. należała do grupy 242 najbardziej rozpoznawalnych osób w Polsce. Top 242 ;).

Bartosz: W sprawie pojawił się też jeszcze jeden ciekawy dowód. Ja zwróciłem uwagę, że A.H. przedłożyła wydruki ze stron internetowych, gdzie pozwany prezentował jej wizerunek na produktach. Nie były to jednak zwykłe tzw. print screeny, ale dowód profesjonalnie zabezpieczony u notariusza (na blogu pisałem jak to zrobić). Z takich dowodów nadal korzysta się w sądach zdecydowanie za rzadko, a w przypadku zdjęć zdają one genialnie egzamin. Tak zresztą było w tej sprawie, bo pozwany nie zdołał podważyć aktu notarialnego z wydrukami.

Karolina: Zróbmy jeszcze na zakończenie rachunek sumienia za bohaterów tej sprawy. Zacznijmy od agencji reklamowej.

Bartosz: Nie znamy wszystkich szczegółów, ale właścicielka agencji przyznała w trakcie procesu, że nie uzgodniła z modelką kwestii udostępnienia jej wizerunku. Zastanawia mnie w jakim kontekście więc ta agencja sprzedała zdjęcie przedsiębiorcy. Być może tutaj pewne rzeczy zostały przez agencję przemilczane, a być może nikt się nie spodziewał, że przedsiębiorca w taki sposób skorzysta z tej fotografii. Z tego co wiem to autor tej fotki również trafił przed oblicze sądu :).

Karolina: To prawda. Pozwany przedsiębiorca twierdził, że fotograf poinformował go o możliwości dowolnego wykorzystania zdjęcia Pani A.H.. Fotograf temu zaprzeczył. Nie miało to dla sprawy większego znaczenia, bo nawet gdyby fotograf wprowadził przedsiębiorcę w błąd to nie zwalniałoby go to z odpowiedzialności za naruszenie prawa do wizerunku A.H.

Bartosz: I właśnie postać tego przedsiębiorcy powinna budzić w sprawie największe kontrowersje. Pójdę na łatwiznę i zacytuję tutaj fragment orzeczenia, bo ono niezwykle celnie „punktuje” pozwanego:

„Pozwany, jako przedsiębiorca trudniący się zawodowo m.in. dekoracją upominków, a tym samym podejmujący decyzję o umieszczeniu na nich grafiki mogącej przedstawiać wizerunek osoby trzeciej, powinien dochować należytej staranności podczas zakupu zdjęć służących realizacji określonych założeń marketingowych, w szczególności poprzez upewnienie się, że osoba, której fotografie dotyczą, wyraziła wymaganą zgodę na użycie jej wizerunku”.

Karolina: Nic dodać, nic ująć. Bartku dziękuję Ci za rozmowę :).

Bartosz: Również dziękuję i do usłyszenia na kanwie innej sprawy :).

 

Jakie wnioski wypływające z tego wyroku a odnoszące się do ochrony wizerunku dobrze byłoby zapamiętać? 

  1. Zgody uprawnionego nie domniemywa się. To znaczy, że nie można wywieźć udzielenia zgody na podstawie tego, że pani A.H. podobały się filiżanki i że przyjęła upominek. W postępowaniu sądowym na pozwanym ciąży obowiązek wykazania, że dysponuje on zgodą na rozpowszechnienie wizerunku lub że zachodzą okoliczności wyłączające konieczność jej uzyskania (kiedy zgoda nie jest wymagana możesz sobie przypomnieć po lekturze tego wpisu –> wizerunek cz.2).
  2. Zgoda musi być niewątpliwa w zakresie warunków i zakresu wykorzystania wizerunku. To, czy rozpowszechnienie nie wykroczyło poza wykazany zakres zezwolenia również należy do obowiązków osoby ów wizerunek rozpowszechniającej.

Tyle na dziś! Jeśli masz pytania odnośnie wykorzystania wizerunku, pisz śmiało! Pozdrowienia!

Przy okazji, zapraszam Cię na mój instagram. Tam wykorzystuję tylko swój wizerunek – ale nie za często 🙂

 

 

[Photo by Jeffrey Wegrzyn on Unsplash]

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 889 010 608e-mail: kontakt@adw.olsztyn.pl

Cześć! Trochę mnie tu nie było, ale jeśli obserwujesz bloga już od jakiegoś czasu, to wiesz, że uzewnętrzniam się tylko w przypływie weny twórczej a nie z obowiązku, więc voila! Wena jest, bombowy temat również – oto jestem 🙂

Dzisiaj opiszę fantastyczny wyrok, którego uzasadnienie czytałam z zapartym tchem (rozrywki prawników są doprawdy porywające). Wyrok porusza temat stosowania stawek wynagrodzenia z tabel ZPAF, ale także umowy licencyjnej zawartej ustnie. Wszystko to ma niesamowicie ważne znaczenie na sali sądowej, dlatego nawet jeśli Ty nie znajdziesz nic interesującego w tym wyroku, to ja z dziką przyjemnością będę powoływać się na niego w swoich pismach 🙂 Wierzę jednak, że chociaż na pytanie z tytułu wpisu uda mi się udzielić odpowiedzi. 

Do dzieła zatem!

Krótki opis stanu faktycznego:

Powód – fotograf zwrócił się do pozwanej spółki o akredytację na koncert pewnego znakomitego artysty i złożył jednocześnie propozycję stałej współpracy. Spółka udzieliła akredytacji na wykonanie zdjęć z koncertu, a także wyraziła zainteresowanie współpracą.

Fotograf zdjęcia wykonał, a następnie przesłał do wykorzystania pozwanej z informacją „zdjęcia do państwa dyspozycji”. Pozwana zwyczajowo podejmowała bezpłatną współpracę z fotoreporterami w zamian za udzielenie akredytacji na koncert.

Następnie, pozwana wykorzystała 63 fotografie umieszczając je na swojej stronie internetowej oraz na Facebooku. Nie doszło między stronami do zawarcia pisemnej umowy, chociaż temat jej zawarcia pojawił się. Fotograf zaproponował stawkę wynagrodzenia w kwocie 800 zł za dzień pracy. Ostatecznie, nie było pisemnej umowy ani nie było ustaleń w kwestii wynagrodzenia.

Po kilku miesiącach fotograf zażądał wykasowania wszystkich zdjęć i zaprzestania ich wykorzystywania – do czasu zawarcia odpowiedniej umowy. Spółka nic sobie z żądań fotografa nie zrobiła i wykorzystywała zdjęcia przez okres ponad 2 lat.

No to fotograf „poleciał z tematem” i wysłał spółce wezwanie do zapłaty ponad 300.000 zł. Nie wiem dlaczego tych wezwań było aż cztery, a w każdym z nich inna kwota. Albo zdanie zmieniał fotograf albo jego prawnik albo fotograf zmieniał prawników 🙂 W każdym razie, spółka nie zapłaciła i sprawa trafiła do sądu.

Ustalenia sądu I instancji

Sąd I instancji nie był łaskawy dla fotografa, ale na szczęście koniec tej sprawy jest już dla niego bardziej pozytywny.

  • Kwestia no. 1 – Czy została zawarta umowa?

Sąd Okręgowy stwierdził, że nie, ponieważ:

  1. umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych wymaga zachowania formy pisemnej pod rygorem nieważności,
  2. umowa licencyjna wyłączna wymaga zachowania formy pisemnej pod rygorem nieważności.

I tu pojawia się chyba pierwsza kontrowersja. Fotograf uzależniał wykorzystanie swoich zdjęć od zawarcia umowy o stałej współpracy i gdy się okazało, że spółka najpierw chce uregulować kwestie wykorzystania zdjęć z tego koncertu, to ten zażądał ich wykasowania i zapłaty. Później powiedział, że upoważnił spółkę do wykorzystywania zdjęć, bo miał nadzieję na umowę o stałej współpracy. W momencie gdy okazało się, że do niej nie dojdzie, to wysunął swoje żądania wobec spółki.

  • Kwestia no. 2 – Jak określić wynagrodzenie?

Fotograf skorzystał z tabel ZPAF, ale sąd tego nie zaakceptował. Dlaczego?

  1. po pierwsze przywołał art. 79 ust. 1 Pr. Aut, który „stosowne wynagrodzenie” określa jako te, które otrzymałby uprawniony, gdyby osoba, która naruszyła jego prawa autorskie, zawarła z nim umowę o korzystanie z utworu w zakresie dokonanego naruszenia.
  2. po drugie wskazał, że podane w tabelach stawki wynagrodzenia zawodowych fotografików nie wyznaczają wysokości honorarium za konkretne dzieło fotograficzne, bo o wynagrodzeniu decydują „walory artystyczne utworu, charakter publikacji, w której utwór zostanie zamieszczony, dorobek artystyczny autora zdjęć oraz inne indywidualne okoliczności”.
  3. po trzecie spółka przedłożyła umowy zawierane z fotografami na wykonanie zdjęć z wielu wydarzeń muzycznych znanych artystów, a w umowach tych kwoty za wykonanie i następnie wykorzystywanie 150-300 zdjęć wahały się między 500 zł a 1100 zł. 

I sąd za miernik wynagrodzenia przyjął właśnie te stawki! „Ludzie złote” pomyślałam czytając. Tym bardziej, że w sprawie powołany był biegły, którego opinię w zakresie ustalenia wysokości wynagrodzenia mówiąc bez ogródek sąd zignorował. W konsekwencji przyznał fotografowi odszkodowanie w wysokości 2.200 zł (dwukrotność 1.100 zł). A i tak napisał, że hojnie bo fotograf to taki zdolny i te zdjęcia takie ładne, że zastosujemy tę „wyższą” półkę stosowanych przez pozwaną stawek, czyli rzeczone 1.100 zł.

Apelację od tego wyroku złożył fotograf i pewnie ciekawi Cię, co na to sąd odwoławczy. Mnie ciekawiło 🙂

Ustalenia sądu II instancji

  • Kwestia no. 1 – Czy została zawarta umowa?

Sąd odwoławczy powiedział TAK i była to licencja niewyłączna. Dlaczego? A to dlatego, że doszło do zawarcia umowy w sposób dorozumiany przez samo przystąpienie do jej wykonania – (zacytuję spory fragment uzasadnienia wyroku, bo warto):

fotograf zgłosił się do strony pozwanej z propozycją wykonania dzieła, strona pozwana umożliwiła mu wykonanie czynności poprzez udzielenie akredytacji, a następnie powód przedstawił zdjęcia do dyspozycji strony pozwanej. Spółka przyjęła fotografie i przesłała fotografowi projekt umowy licencyjnej. Umowa ta w formie pisemnej ostatecznie nie została przez powoda przyjęta i podpisana, co jednak nie oznacza, że do zawarcia umowy między stronami nie doszło w formie ustnej. Ponieważ powód określił jedynie, że przekazuje zdjęcia do dyspozycji strony pozwanej bez wyraźnego oświadczenia o przeniesieniu na nią prawa, uważa się w takim wypadku, że twórca udzielił tylko licencji. Z kolei niezachowanie formy pisemnej uprawnia tylko do licencji niewyłącznej, co ma na celu interes twórcy, wymagający ochrony w sytuacji, gdy powstają wątpliwości co do zakresu zgody autora na wykorzystanie jego utworu.”

Przepisy prawa autorskiego przewidują co do zasady odpłatność zawieranych umów. Wskazują one nawet, że jeżeli w umowie nie określono wysokości wynagrodzenia to określa się je z uwzględnieniem zakresu udzielonego prawa oraz korzyści wynikających z utworu. Dalej, jeżeli w umowie wyraźnie nie określono, że jest nieodpłatna, to twórcy należy się wynagrodzenie. ALE! Przepisy ustawy dopuszczają także ważność umowy, która nie zawiera oznaczenia wynagrodzenia, jeśli… poprzez podanie kryteriów jest możliwe jego ustalenie. 

To odnośnie wynagrodzenia, natomiast odnośnie pól eksploatacji, to wprawdzie przepisy wymagają ich wymienienia w umowie, jednak w sytuacji gdy nie określono sposobu korzystania z utworu, to powinien on być zgodny z jego charakterem i przeznaczeniem oraz przyjętymi zwyczajami. 

Jak widzisz, zdawać by się mogło, że przepisy prawa autorskiego regulujące kwestię umów są nieugięte. No bo ten rygor nieważności, bo trzeba jakieś pola wymieniać, a tu sąd zwrócił uwagę, że przepisy przewidują też kilka przypadków, kiedy na umowę należy spojrzeć łaskawszym okiem.

Spojrzał więc i przyjął, że umowa była. I uznał, że była to licencja niewyłączna na wykorzystanie zdjęć na stronie internetowej spółki i Facebooku. Umowa trwała do momentu, kiedy fotograf wyraźnie zażądał usunięcia zdjęć. Nie uznał jednak, aby umowa miała być nieodpłatna. Przyjął bowiem, że brak określenia wynagrodzenia wynikał z prowadzonych negocjacji zarówno w zakresie stałej współpracy na przyszłość jak i wykonania i wykorzystania zdjęć z koncertu. Poza tym fotograf zwracał się do spółki o doprecyzowanie warunków projektu pisemnej umowy w zakresie wynagrodzenia, więc nie można przyjąć, że jego wolą było swobodne i nieodpłatne dysponowanie wykonanymi przez niego zdjęciami. 

  • Kwestia no. 2 – Jak określić wynagrodzenie?

Fotograf jak już wspomniałam użył stawki z tabel ZPAF. Z tego powodu powołany został biegły, który jako specjalista w dziedzinie miał rozstrzygnąć, czy pochodząca z niezatwierdzonej tabeli wynagrodzeń stawka  mogła stanowić miarodajną podstawę ustalenia wynagrodzenia.

Biegły stwierdził, że cennik Związku nie jest obowiązujący ale stanowi punkt odniesienia i jest pomocniczym źródłem, na którym w wielu sprawach opierano się przy negocjowaniu cen za pracę fotografików. Tak czy inaczej jednak na rynku obowiązują ceny umowne, które zależą od ustaleń i woli stron.

Również więc i sąd odwoławczy nie przyjął stawek z tabel, a zrobiłby to gdyby fotograf wykazał np. że stosuje i otrzymuje tego rzędu wynagrodzenia jak określone w tabelach.

Ale na otarcie łez sąd odwoławczy nie zgodził z zastosowaniem stawek z umów złożonych przez spółkę, ponieważ uznał, że to uprawniony, a nie pozwany ustala wysokość wynagrodzenia. I to akurat stwierdziło już kilka innych sądów – nie stawki rynkowe, a wynagrodzenie które przysługiwałoby uprawnionemu, gdyby osoba naruszająca jego prawa zawarła z nim umowę o korzystanie z dzieła w zakresie dokonanego naruszenia. Przyjął więc za podstawę ustalenia wynagrodzenia tę kwotę, o której mówił fotograf w negocjacjach czyli 800 zł za dzień pracy. Pomnożył i wyszło mu 13.600 zł, więc bardziej korzystne dla fotografa były obliczenia sądu II instancji. Aha, i sąd dorzucił jeszcze kilka groszy (4.000 zł) z tytułu zadośćuczynienia za doznaną krzywdę.

I teraz najlepsze:

tabela ZPAF została zatwierdzona przez Komisję Prawa Autorskiego powołaną przez Ministra Kultury i Sztuki w dniu 26 lipca 2001 r. na mocy art. 108 ust. 3 w ówczesnym brzmieniu. A art. 108 ust. 3 ustawy powołanej ustawy, który jest podstawą opracowania tabeli został uznany za niekonstytucyjny i utracił moc obowiązującą z dniem 1 września 2006 r., co oznacza, że również tabela nie może być za obowiązującą uznana.

Nieźle, co? 🙂

I jakie są moje wnioski z tej historii? Polegać wyłącznie na swoich umowach, fakturach, rachunkach. Nawet jeśli udzielona w przeszłości licencja dotyczy zdjęcia portretowego, a bezprawnie wykorzystuje się zdjęcie zupełnie innej kategorii. Mimo, że walor artystyczny takich fotografii będzie różnił się, to te ceny będą dla sądu lepszym miernikiem niż stawki rynkowe (to na pewno), albo stawki z tabel (tu nie zawsze, bo Twoje stawki mogą być niższe, ale istnieje ryzyko wysuwania takich argumentów, o jakich mowa była wyżej).

A roszczenie trzeba ważyć! 

Jeśli domagamy się gruszek na wierzbie i wygramy sprawę w 4% (w takiej części apelacja fotografa została uwzględniona) to kto ponosi koszty procesu, no kto?

Tylko własne stawki stosowane w przeszłości są jedynym miarodajnym sposobem na ustalenie wynagrodzenia, na podstawie którego ustalamy wysokość odszkodowania.

Nooo przyznaj, czy to nie było ciekawe? 🙂

Pozdrowienia! I linki:

Tabele ZPAF

Omawiany wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi wraz z uzasadnieniem

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego

Photo by Jon Flobrant on Unsplash

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 889 010 608e-mail: kontakt@adw.olsztyn.pl

Już za tydzień 13 lutego w Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym w Gdyni będę prowadziła warsztaty:

Podczas warsztatów będzie można dowiedzieć się m.in.: 

  • jakie są podstawowe zasady prawa autorskiego co do zdjęć,
  • na co zwracać uwagę, gdy chcesz użyć cudzego zdjęcia,
  • kiedy i jak można korzystać ze zdjęć publikowanych na stronach producenta,
  •  czym są znaki towarowe i dlaczego trzeba na nie uważać,
  • jak używać zdjęć cudzych produktów bez narażania się na oskarżenie o nieuczciwą konkurencję lub wprowadzanie klientów w błąd,
  • jakie mogą być konsekwencje, gdy naruszysz czyjeś prawa do zdjęcia lub znaku towarowego,
  • co Ci grozi, jeśli producent uzna, że Twoje publikowanie zdjęć to czyn nieuczciwej konkurencji.

Wstęp jest wolny, ale obowiązuje rejestracja.

Jeśli interesuje Cię to wydarzenie na stronie PPNT Gdynia znajdziesz więcej szczegółów.

Serdecznie zapraszam!

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 889 010 608e-mail: kontakt@adw.olsztyn.pl